Wieczór na mieście czy relaks w domu? Poznaj moją strefę bez stresu!

wieczor-miescie-relaks-domu

Codzienne zabieganie może zwyczajnie dać w kość. Niby nic, a jednak codzienne wstawanie o 5.30, praca zawodowa, a po pracy czas spędzany z moimi dziećmi, mężem, a także konieczność ogarnięcia domowej rzeczywistości sprawiają, że wieczorami jestem po prostu wykończona. Potrzebuję chwili wytchnienia. Na szczęście moi synowi są dla mnie i Wojtka łaskawi i niemal każdego dnia udaje mi się (i Wojtkowi) ich zapędzić do snu i oddać w objęcia Morfeusza najpóźniej ok. godziny dwudziestej. W końcu mogę oddać się błogiemu nic-nie-robieniu i zażyć odrobiny relaksu. Oczywiście, gdy już wszystko najpierw ogarnę…

Kiedyś w odległej galaktyce…

Jeszcze jakieś dziesięć lat temu, a w sumie to i pięć, godzina dwudziesta byłaby dla mnie idealną porą na wieczorne wyjście, właśnie w celach relaksacyjnych. Czasy się jednak zmieniają. Poziom zmęczenia, który odczuwałam kiedyś, zdaje się obecnie jedynie dziecięcą igraszką. Zadania, które kiedyś zajmowały mi cały dzień, dziś wykonuję 3 razy szybciej, bo i zakres obowiązków znacznie się poszerzył. Z własnym domem i rodziną jest trochę jak z redukcją etatów w korpo. Zwalnia się ludzi a pozostałe po nich obowiązki rozdziela pomiędzy pozostałych w robocie szczęściarzy (a może jednak nieszczęśników?). Do nieszczęśników co prawda nie należę, jednak czasem poziom zadań do wykonania przerasta moje możliwości.

Regularne wieczorne wyjścia, chcąc nie chcąc, stają się pieśnią przeszłości. Nawet regularne oglądanie filmów w domowych pieleszach zdaje się prawdziwą mission impossible. I w sumie, kiedy ostatnio razem z Wojtkiem obejrzałam jakiś film pełnometrażowy, nie pamiętam. Bo nie liczę tych razów, gdy zaczynałam… a po 40 minutach zaliczałam zjazd do faceta od snów. To się zwyczajnie nie liczy.

Jak zatem się relaksuję?

Najprostszym i jednym z najprzyjemniejszych sposób na relaks po całym dniu zabiegania, sposobem na złapanie chwili dla siebie i odcięcie się od czasem stresującej rzeczywistości jest dla mnie wieczorna lektura. Uwielbiam umościć się w moim wysłużonym już fotelu, zapalić nastrojową lampę do czytania i popijając herbatę zniknąć w książkowej rzeczywistości.

cotton ball lights

Kiedy dzieci śpią, dom spowalnia, zatapia się w wieczornym rozleniwieniu, które wypełniają dźwięki płynące z czarnych płyt Wojtka. W końcu mogę odetchnąć, złapać dystans i oddać się drobnym przyjemnościom. Przenika mnie na wskroś wieczorny klimat mojej domowej strefy relaksu. Delikatne, miękkie światło, o ciepłych tonach nie razi, a pozwala jeszcze na czytanie. Nie tak dawno mój własny, osobisty mąż kupił specjalnie dla mnie ozdobną żarówkę do czytelniczej lampki, która wygląda jak wyjęta z przeszłości. Ale to nie wszystko…

Cotton Ball Lights?

W końcu też moją domową bibliotekę ozdobiły, dopełniając całości relaksacyjnego klimatu, kule świetle. Długo się nad nimi zastanawiałam. Z jednej strony wiedziałam, że idealnie wkomponują się w moją strefę relaksu, z drugiej jednak za każdym razem w tych, które oglądałam, coś mi nie pasowało. Ostatnio jednak trafiłam na kule świetlne z Cotton Ball Lights i właśnie one okazały się strzałem w dziesiątkę. Stały się idealnym dopełnieniem mojego skrawka prywaty, mojej małej oazy spokoju i łapania chwil relaksu.

cotton ball lights

cotton ball lights

cotton ball lights

Każda świetlna kula to miękkie, ciepłe, nastrojowe światło, które tworzy we wnętrzu niepowtarzalny klimat. Cotton Ball Lights to kule świetlne wykonane z najwyższą starannością i dbałością o szczegóły. Są gwarancją jakości i bezpieczeństwa. Produkowane są w fabryce w Tajlandii, która objęta jest programem Fair Trade. A to bardzo ważne w czasach, gdy liczy się tylko zysk, nawet kosztem wyzysku dzieci czy niszczeniem środowiska naturalnego. Warto na co dzień być uważnym i zwracać uwagę na takie szczegóły. Niewielki wysiłek, a jednak znaczy tak wiele.

cotton ball lights

cotton ball lights

W Cotton Ball Lights możemy wybierać spośród gotowych produktów, możemy też stworzyć własny zestaw, który będzie w pełni zaspakajał nasze indywidualne potrzeby. Sama pokusiłam się na stworzenie własnej girlandy. Trochę obawiałam się, że nie trafię z kolorami, że nie uda mi się ich dobrać w taki sposób, by stały się prawdziwą ozdobą mojej strefy bez stresu. Na szczęście w wyborze kolorów (a jest ich całkiem sporo i ciągle pojawiają się nowe) pomógł mi kreator na stronie internetowej, który pokazuje, w jaki sposób zestaw kolorystyczny będzie wyglądał z i bez włączonego światła.

cotton ball lights

cotton ball lights

cotton ball lights

Sama pokusiłam się na 20 kul na przewodzie w linii, z ledowymi lampkami. Moje zamówienie zostało skompletowane i przesłane błyskawicznie. Dzięki temu, że zestaw wymagał samodzielnego montażu (który okazał się zresztą banalnie prosty), miałam do samego końca wpływ na to, jak łańcuch świetlny będzie ostatecznie wyglądał. A efekt po prostu przerósł moje oczekiwania. Teraz czyta się jeszcze przyjemniej 🙂

A jak Wy łapiecie chwile relaksu? Wieczór na mieście czy relaks w domowym stylu?

Wpis powstał we współpracy z Cotton Ball Lights.

8 komentarzy

  1. Marta Re

    Akurat ja nie lubię tego typu ozdóbek bo dla mnie to łapacze kurzu. Wolę spacer po okolicy bez względu na pogodę.

    14 . Sie . 2017
  2. Kasia Janeta

    Jaka piękna biblioteczka! Bardzo mi się spodobała,a cotton ballsy też mam i często wieczorami włączam dla kliamatu 🙂

    14 . Sie . 2017
  3. Sisters92

    Cudownie wyglądają te kule. Marzy nam się taka strefa relaksu <3

    14 . Sie . 2017
  4. Justyna Kosieradzka

    Bardzo ładny zestaw. Też mam takie lampki tylko w chłodnych kolorach.

    14 . Sie . 2017
  5. Andrzej Kidaj - kidaj.ad3.eu

    Ja nigdy nie byłem typem specjalnie wychodzącym. Jeśli o 20:00 nie byłem już na imprezie (wtedy zostawałam oczywiście do końca), to nie widziałem sensu wychodzenia. A jeśli już byłem do tego zmuszony, to czułem się niekomfortowo. Nie wiem, może tak już miałem.
    Teraz tym bardziej. Jeśli ma jakąś imprezę (np. kulturalną) nie wyjdę do 18, bo potem nie ma bata, żeby mnie ruszyć. Często prysznic biorę już o 19, na spokojnie, bez spinki, bez zmęczenia i potem mogę jeszcze długo siedzieć, ale wygodnie, ze świadomością, że jak będę padnięty, to po prostu wskakuję do łóżka. Szkoda, że żona jakoś nie może tego ogarnąć i siedzi do upadłego, potem kąpie się o północy a rano jest oczywiście nie do życia.
    Mój ideał relaksu? Jakieś dobre lekkie alko (np. wino) i książka. Rzadziej film. Co prawda teraz męczę serial Fringe, ale mnie wciągnął i chociaż jestem już nim zmęczony, chcę go zobaczyć do końca, więc codziennie łykam 4 odcinki. Myślę, że jeszcze 2 dni i wrócę do wieczornego czytania 🙂

    15 . Sie . 2017
  6. naczytane.blogspot.com

    Nigdy nie byłam typem człowieka, który lubi imprezować, ale ze znajomymi spotykałam się swego czasu dość często. Teraz, kiedy mam już zalążek własnej rodziny, jakoś się mniej chce 🙂

    16 . Sie . 2017
  7. Natalia

    Mam bardzo podobny sposób na relaks :). Uwielbiam spędzać wolny czas z książką, chociaż mam na to mało czasu i czasem też siły.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie:
    https://mojportret.blogspot.com/

    19 . Wrz . 2017
  8. Zwykła Matka

    Piękną masz biblioteczkę 🙂 My z mężem często wieczorem coś razem oglądamy i wtedy również rozświetlamy nasz pokój takimi kuleczkami albo świecami 🙂

    19 . Wrz . 2017

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *