Nowa praca? Tak poproszę.

nowa-praca-tak-poprosze

Pierwsze koty za płoty

Jak część z Was wie, od jakiegoś czasu chodziła mi po głowie, i to w sumie dość intensywnie, myśl, by zmienić dotychczasową pracę. Powodów mego pomysłu na zmianę było sporo. Jednocześnie sporo też było powodów, by jednak zostać w bezpiecznej strefie komfortu, jak to się dziś modnie określa. Podjęłam jednak wyzwanie, nie przyjęłam zaproponowanych mi warunków umowy i już od września nie będę zawodowo tym, kim byłam przez ostatnie prawie 9 lat. Po raz pierwszy od lat 9 byłam też na rozmowie kwalifikacyjnej. I jak się okazuje, nie taki diabeł straszny jak go malują. Nowa praca? Tak, poproszę.

Zmiany, zmiany, idą zmiany!

Patrzę z perspektywy na swe życie i muszę stwierdzić, że co rusz następują w nim zmiany. Dotyczą one zarówno życia osobistego, jak i sfery zawodowej. Życie zdecydowanie nie stoi w miejscu, a ja płynę na jego fali i staram się korzystać z każdej nadarzającej się okazji, by poznać coś nowego i czegoś nowego się nauczyć. Przyznam szczerze, że za każdym razem wszelkie pojawiające się na horyzoncie „małe rewolucje” budzą we mnie pewne obawy, lecz z drugiej strony towarzyszy mi myśl, że skoro coś zmieniam, to jednak coś mi nie do końca pasuje to po pierwsze, a po drugie zmiany w przeważającej większości przypadków to coś, co tylko wyjdzie mi na dobre.

Zmieniam pracę!

Nie taka myśl towarzyszyła mi, gdy wracałam po urlopie macierzyńskim do mojej obecnej, a trochę już byłej pracy. Chciałam się na nowo wdrożyć (i poszło to bardzo szybko), chciałam też dalej się uczyć, zdobywać nowe doświadczenie a po drodze, trochę tak z boku, uczyć się rzeczy nowych, które z czasem pchną moją drogę zawodową na inne tory. Na nowo stałam się trybikiem, który stara się jak najlepiej wykonywać swą pracę. I początkowo było ok… Przez jakiś miesiąc, no może 1,5. Po pewnym czasie otaczająca mnie pracowa rzeczywistość zaczęła mnie jednak, niczym niewygodny but, uwierać. Niby nic takiego, że muszę rzucić pracę i już, bo pęknę. To raczej kamyczek do kamyczka usypywał w mojej głowie myśl o tym, że potrzebuję zmian w sferze zawodowej, że czas spróbować czegoś nowego, sprawdzić się w innej dziedzinie, zmienić otoczenie.

Jak pomyślałam, tak zrobiłam

A ułatwiły mi to zmiany, które akurat targały moim dotychczasowym pracodawcą. I mimo że dostałam propozycję dalszej pracy, postanowiłam, że czas wyjść ze strefy komfortu, czas odkurzyć strój Superpracownika i ruszyć na podbój rynku pracy. Czas na zmiany, na znalezienie pracy… marzeń? Dobra, brzmi to trochę infantylnie w słowach 36latki, ale jednak coś w tym jest. Jeden podpis zakończył moją dotychczasową karierę… ale też otworzył kolejne drzwi na drodze zawodowej.

Podjęcie tej decyzji nie było łatwe. Zastanawiałam się przez dwa tygodnie przed wykonaniem ostatecznego kroku. Byłam o milimetry od wycofania się. W momencie zwątpienia myślałam jednak „jak nie teraz, to kiedy?”. I nie byłam w stanie sobie na to pytanie odpowiedzieć w sposób mnie satysfakcjonujący. Bo jeśli teraz bym się wycofała, a pod względem choćby zabezpieczenia finansowego, jest to najbardziej dogodny moment, to nie wiem kiedy następnym razem pozwoliłabym sobie na tak trudny krok?

Ludzie generalnie boją się zmieniać pracę. Nie jest przecież tak łatwo (choć teraz i tak łatwiej niż 10 lat temu) ją zdobyć. To może stresować, a nawet paraliżować. Pisanie cv, listy motywacyjnego, wieloetapowe rekrutacje… to nie jest proste i przyjemne. Zmiana środowiska, dopasowywanie się do nowego zespołu współpracowników, praca z nowym przełożonym (bo praktycznie każdy ma nad sobą jakiegoś szefa) nie jest wcale takie łatwe.

Niemniej myślę, że warto. Jeśli dotychczasowa praca uwiera i z biegiem czasu to się nie zmienia, podjąć ryzyko i postawić wszystko na jedną kartę. Oczywiście łatwiej szukać, gdy ma się pracę tu i teraz i w razie czego się po prostu z pomysłu zmiany wycofać… Nie… wróć. A może właśnie nie jest wtedy łatwiej, bo właśnie wtedy można z łatwością znaleźć milion wymówek, by nie zrobić nic. Łatwiej usprawiedliwić się przed samym sobą. Łatwiej szukać wymówek, że przecież nie jest jednak aż tak źle…

Zrobiłam pierwszy krok… Od września nie pracuję TU i TERAZ. Zrobiłam drugi krok… Byłam na pierwszej od 9 lat rozmowie kwalifikacyjnej. Czy się uda? Się okaże. A jeśli się nie uda? To będę szukać dalej. Trzeba wierzyć w siebie, wierzyć w swoje możliwości i nie poddawać się. Czego sobie i Wam życzę.

Share:

5 komentarzy

  1. Sisters92

    Powodzenia, Asiu! Trzymamy kciuki.

    31 . Lip . 2017
  2. Andrzej Kidaj - kidaj.ad3.eu

    Cieszę się, że wykonałaś ten krok i nawet mógłbym powiedzieć, że jestem z Ciebie dumny.
    Z własnego doświadczenia powiem, że ten najstraszniejszy i najgorszy etap zmiany pracy masz właśnie za sobą. Teraz będzie już tylko lepiej

    31 . Lip . 2017
  3. Kasia z CzasNaZiemi.pl

    Fajny blog. Będę zaglądać. Dobrze, że idziesz do przodu. Pracujesz i będziesz pracowała jako prawnik?

    10 . Sie . 2017
  4. Dana

    Gratuluję decyzji Czy dobrze rozumiem, że zrezygnowałaś z obecnej pracy, nie mając jeszcze “klepniętego” zatrudnienia w innym miejscu? Dopiero szukasz nowej pracy, tak? Odważnie

    10 . Sie . 2017
  5. Natalia

    Powodzenia!
    Ja jestem na podobnym etapie, bo mam dość swojej pracy i zamierzam zmienić ją na inną – lepszą i bardziej rozwojową. Tylko, że ja planuję przejść na swój garnuszek i myślę nad założeniem czegoś swojego.
    pozdrawiam
    https://mojportret.blogspot.com/

    19 . Wrz . 2017

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *