głupota
Lifestyle

“Nie można zrobić konia wyścigowego ze świni.” – John Steinbeck

Podobno zmiany są dobre. Podobno każda zmiana niesie ze sobą coś pozytywnego. Każda zmiana to ruch, rozwój, nie stanie w miejscu. Podobno pod wpływem czasu i zachodzących zdarzeń ludzie muszą, po prostu muszą się zmieniać. Podobno…

I jak by to powiedział mój przedszkolak… Nieplawda!

Niemniej jednak bardzo szybka świnia świnią pozostanie. Mam też niestety ostatnio niezbyt miłe wrażenie, że ani czas ani okoliczności nie są w stanie zmienić przyjętego przez wielu, może i zbyt wielu, sposobu patrzenia na świat połączonego z nieustanną próbą narzucenia go innym. A im bardziej ktoś się opiera, tym działania są bardziej zmasowane, zaborcze i maniacko wręcz uparte. I nie ma zmiłuj, nie odpuści i zdania nie zmieni…

Do niedawna miałam więcej optymizmu w sobie.

Wierzyłam, że ludzie z czasem po prostu mądrzeją, stają się dojrzalsi, idą do przodu i się rozwijają. I że to dotyczy praktycznie wszystkich. Niestety ogląd sytuacji geopolitycznej a także otaczająca mnie lokalna piaskownica, bo często nie da się inaczej określić otaczających mnie ludzi, którzy zachowują się jak gówniarze rozwalający sobie wzajemnie babki z piasku, skłaniają mnie do zmiany zdania. Niestety w sporej swej większości ludzie, jeśli są po prostu głupi, nie mądrzeją, nie reagują na relacje, na interakcje, nie rozwijają się, a raczej jeszcze bardziej zapętlają się w swej zaściankowej wręcz głupocie czy ignorancji.

I jak się okazuje głupota potrafi być wręcz chorobliwie zaraźliwa. A żadne logiczne argumenty zdają się nie przemawiać do wyobraźni, tudzież do zdrowego rozsądku. A minimalnego poczucia wstydu próżno przy tym się doszukiwać.

Ludzie brną w zaparte i nie zauważają nawet, że robią z siebie głupca.

Nie szukając daleko… Jan miał wybrać się z kolegami przedszkolakami, w ramach przedszkolnego wyjścia, do kina. Propozycja pozycji filmowej wyszła ze strony wychowawczyni. I przez tydzień był spokój. Aż tu nagle, niczym grom z jasnego nieba, ok. godz. 23 w niedzielę odezwała się święta trójca rodzicielska z szanownym przedstawicielem płci ciut brzydszej na czele. A że film zaproponowany jest za długi dla dzieciaków, a że nie ma w sobie wartościowego przesłania, o ile jakiekolwiek posiada. Jako dowód wskazało ciało, by przyjrzeć się uważnie trailerowi. Wiadomo przecież, że po kilkunastosekundowej zbitce migawek można ocenić w pełni całe dzieło. I oczywiście odwołało ciało się do rzekomo narzekających na wybory filmowe dokonywane przez wychowawczynię rodziców. Oczywiście grono rodziców niezadowolonych pozostało w pełni anonimowe, by nie powiedzieć, że zupełnie nieznane.

Na nieszczęście paru rodziców postanowiło wypowiedzieć się w temacie… I stwierdziło, że wybór filmu jest ok i nie ma co narzekać. Zadziałała też sama wychowawczyni, która wskazała, że wybór filmu należy do wychowawcy i dyrekcji przedszkola i nie podlega dyskusji.

I może nie byłoby tego wpisu, gdyby szanowne ciało trójcy rodzicielskiej uznało swą porażkę. Tak dobrze na świecie niestety nie ma. Ciało postanowiło wybielić się w oczach… swoich chyba? I stwierdziło, że jeśli nie ma zgodności wśród rodziców, to decyduje oczywiście ciało pedagogiczne… Więcej wazeliny ostatnio nie odnotowałam…. Ale i tak warto by jakieś zebranie po feriach zorganizować…

Do tej pory stałam na stanowisku, że skoro się dzieje dobrze mojemu dziecku, to warto tylko obserwować czy nic się w tym zakresie nie zmienia. Wobec szalejącej głupoty (bo to tylko przykład jednego z epizodów działalności szanownej trójcy rodzicielskiej) zmuszona jestem zmienić taktykę i bacznie obserwować, by przez głupotę innych mój syn nie miał pogorszonych warunków rozwoju. Ale w sumie trafił na fajną wychowawczynię, która radzi sobie z głupotą, ukrytą pod płaszczykiem troski.

Dobra, nie wszyscy są tak beznadziejni…. Niestety tych ostatnich jest jakby coraz więcej… i więcej…

 

Obserwatorka i komentatorka życia. Z pasją o kulturze, podróżach, rodzicielstwie i życiu jako takim. Po ojcu M, po mężu P. Wiecznie zabiegana, nieustannie niewyspana...

4 komentarze

  • Pani Miniaturowa

    Ugh…u nas na zebraniu się raz odezwał szanowny rodzic, co to widać, że pierwszy raz na zebraniu jest i CHCIAŁ SIĘ WYKAZAĆ. Tylko szkoda, że swój wkład w zebranie zamierzał dodać w formie….za przeproszeniem wielkim…przypierdalania się (tak! przypierdalania!) się do wychowawczyni o jakieś totalne bzdury, jakby był oderwany od rzeczywistości szkolnej. Rodzic przenajświętszy miał jedną wielką WYDUMANĄ Z KOSMOSU pretensję, prawie doprowadzając bogu ducha winną panią do płaczu, a potem siedział z taką dumną miną “bo rodzic był na zebraniu i o dziecka dobro walczył”. Wkurzają mnie tacy niemiłosiernie, bo dobrego słowa nie powiedzą, NIE WSKAŻĄ ROZWIĄZAŃ, ale fochy jakieś stroją. Jego dzieciak jest tak samo niegrzeczny jak cała reszta, bo dzieci są dziećmi, pastwił się nad moim nawet w trakcie PRZEDSTAWIENIA dla rodziców na zakończenie roku, a potem wyskakuje jego rodzic “żeby pani tak na dzieci nie krzyczała, bo JEGO DZIEĆ TAKI WRAŻLIWY JEST”…no w cholere…wrażliwy żeby innym dokuczać. PS: Pani raz musiała podnieść głos, bo sytuacja była niebezpieczna dla dzieci, wiec należało je natychmiastowo doprowadzić do porządku… grrrr z takimi ludźmi! Nic konkretnego nie wnoszą tylko powietrze w sali marnują.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *