Kapadocja
Podróże

Kapadocja okiem fotografa

Dziś wraz z Agatą zapraszam Was do Kapadocji. Agata to z wykształcenia historyk sztuki, z zamiłowania fotografka, od niedawna mama. Za własną misję poczytuje wzruszać i wywoływać w ludziach pozytywne emocje. Kocha tarzać się w piasku i puszczać bańki ze swoimi małymi modelami. Uwielbia obserwować i fotografować rozkochanych w sobie ludzi. Mieszka w centrum nadmorskiego miasta i wcale nie pragnie wyprowadzać się do domu na wsi, o ile nie będzie to posesja na krawędzi fiordu. Uwielbia kawę z ogromną ilością mleka, dźwięk migawki aparatu i gotowanie dla swoich znajomych.

Posłuchajcie wciągającej opowieści o niezwyklej, bajkowej krainie.

Większość turystów doskonale kojarzy tureckie wybrzeża i miejscowości wypoczynkowe. Część z nich dotrze do Stambułu i zobaczy najbardziej znane zabytki, jak Hagia Sophia i Błękitny Meczet (z pewnością warto je zobaczyć!). Warto jednak udać się też trochę bardziej na wschód tego kraju – do Kapadocji, która zachwyca niezwykłymi, księżycowymi krajobrazami.

Kapadocja

Kapadocja

Pierwsze, co można zauważyć przyjeżdżając do Kapadocji to olbrzymie, puste przestrzenie, nad którymi góruje wulkan Erciyes Dağı – jeden z trzech najwyższych szczytów w Turcji. Nazywany jest Ojcem Kapadocji, nie tylko dlatego, że widać go niemal z każdego miejsca w tym rejonie. Wiele milionów lat temu wybuch tego wulkanu spowodował jeden z największych światowych kataklizmów – lawa zalała tereny w promieniu setek kilometrów od niego.

Wbrew pozorom jednak nie była to opuszczona kraina – pod ziemią kryją się całe miasta, zajmujące powierzchnię kilkuset kilometrów – w niektórych skalnych domach do dziś mieszkają ludzie, chociaż wiele innych miast jest obecnie pustych i wymarłych. Jest to również bardzo żyzna kraina, z której pochodzą najlepsze tureckie wina!

Kapadocja

Kapadocja wydała mi się niezwykle malownicza. Właściwie nie trzeba się było bardzo wysilać, by odnaleźć przepiękne krajobrazy do fotografowania. Wiatr i deszcze ukształtowały tamtejsze skały w niezwykłe formy. Ale skały te kryją zadziwiające miejsca. Pod powierzchnią ziemi znajduje się około 400 miast. Największe z nich – Derinkuyu – ma 8 poziomów i rozciąga się na 55 metrów w głąb. Znajdowały się w nim nie tylko mieszkania, ale również stajnie, wytwórnie wina, kuchnie i studnie. Dziś korytarze oświetlone są światłem elektrycznym, a na wąskich schodach mijają się kolejne wycieczki, ale świadomość znajdowania się wiele metrów pod ziemią ciągle robi wrażenie. Lekkim przerażeniem też napawa spojrzenie w niektóre głębokie szyby wentylacyjne zakryte prowizorycznymi metalowymi kratkami.

Kapadocja

Ale podziemne tunele w skałach Kapadocji stały się również schronieniem dla tysięcy chrześcijan uciekających przed prześladowaniami muzułmańskimi podczas najazdów arabskich na te tereny w VII i IX wieku. Pod powierzchnią ziemi powstały tu przepiękne kościoły udekorowane wielobarwnymi malowidłami – niestety wiele z nich zostało zniszczonych przez nie uznających malarstwa ortodoksyjnych muzułmanów, wiele zniszczało wskutek upływu czasu i braku dbałości, a niektóre z nich ukryte są dziś w prywatnych mieszkaniach urządzonych w porzuconych skalnych pomieszczeniach.

Skaliste jaskinie przyciągały też do Kapadocji tysiące mnichów i pustelników, którzy gromadząc wokół siebie uczniów i naśladowców stały się zalążkami chrześcijańskich zakonów. W dolinie Göreme można znaleźć prawie 350 niewielkich kościołów zdobionych malowidłami – we wnętrzach obowiązuje jednak całkowity zakaz fotografowania. Najpiękniejsze i najbarwniejsze malowidła zachowały się do dziś w Karanlik Kilise (Ciemny Kościół) – przetrwały między innymi dzięki temu, że do wnętrz praktycznie nie dostaje się światło słoneczne.

Kapadocja

Gdy byłam w Kapadocji uczestniczyłam też w obrzędzie tanecznym derwiszy – muzułmańskiego zakonu inspirowanego poezją mistyczną. Na większości organizowanych dla turystów pokazów tanecznych można zobaczyć kilkuminutowy pokaz tańca derwiszy, ale to nie to samo co uczestniczenie w ponad godzinnej medytacji, podczas której oprócz typowego szybkiego wirowania (niezwykle fotogenicznego swoją drogą!) można również zobaczyć inne figury oraz posłuchać wibrującego medytacyjnego śpiewu. Podczas większej części obrzędu obowiązuje zakaz fotografowania, a derwisze proszą o chwilę skupienia – z żalem zauważyłam, że nie przeszkadzało to jednak niektórym wycieczkom polskim i niemieckim w rozmowach i robieniu zdjęć.

Co warto jeszcze zobaczyć w Kapadocji? Moja wyprawa do Turcji była zorganizowaną wycieczką objazdową (moją pierwszą w życiu, którą zorganizowało za mnie biuro podróży – miło było choć raz mieć wszystko zrobione) i zobaczyliśmy oczywiście najbardziej znane turystyczne punkty. Przewodnik zabrał nas do sklepu z oryginalnymi wyrobami skórzanymi oraz z biżuterią (przede wszystkim z turkusów i onyksów). Jeśli masz taką możliwość – warto też wybrać się na lot balonem, by zobaczyć niezwykłe krajobrazy kapadockie z lotu ptaka (i o wschodzie słońca!).

Kapadocja

Z Kapadocji można również przywieźć ręcznie tkane dywany i kilimy – bawełniane, wełniane, jedwabne… Barwione są przy użyciu naturalnych składników, tkane w niewielkich zakładach i sprzedawane podczas pokazu połączonego z poczęstunkiem. W takich miejscach wszystko pachnie niezwykle intensywnie jabłkową herbatą oraz korzeniami, z których robione są barwniki. Ręcznie robione dywany bardzo łatwo dostać w Turcji w niskich cenach, jednak trzeba uważać, by nie były zabytkowe – na wywiezienie stamtąd antyków trzeba mieć pisemną zgodę miejscowego muzeum.

Kapadocja

Ale nie tylko dywany Turcy sprzedają z takim rytuałem. W sklepie z wyrobami skórzanymi zaproszono nas najpierw na pokaz mody, a w sklepikach turystycznych sprzedawcy prześcigają się w prezentowaniu swoich towarów, nawoływaniu do zakupów i częstowaniu herbatą i winem. W tych najpopularniejszych wśród turystów miejscach ceny zazwyczaj podawane są w euro (warto jednak pytać o cenę w tureckiej walucie – lirach, bowiem przelicznik z liry na euro jest iście złodziejski) i sprzedawcy odzwyczajeni są od targowania (choć zawsze można próbować). Jednak już zachodząc do rzadziej odwiedzanych przez zagranicznych gości sklepików można popróbować handlu w arabskim stylu – kupowałam tak pamiątkowe magnesy, targując się ponad pół godziny przy filiżance ziołowej herbaty.

Kapadocja

Kapadocja

Europejscy turyści mogą poczuć się mocno zaskoczeni pewnymi rzeczami podczas swojego pobytu w Turcji. Jedna z takich niespodzianek może ich spotkać podczas wizyty w… toalecie publicznej. Podczas gdy na nowych stacjach benzynowych czy w hotelach łazienki wyglądają bardzo typowo, to już na mniejszych stacjach, w toaletach przy drogach czy małych barach próżno szukać klasycznej muszli klozetowej. Tamtejsze ubikacje wyglądają bardziej jak prysznicowe brodziki i wymuszają nieco odmienne postępowanie od tego, do którego jesteśmy przyzwyczajeni w Europie. Podobno jest ono zdrowsze dla naszego organizmu

Uwaga również na kierowców – podczas pobytu w Turcji zauważyłam, że chociaż przy drogach stoją znaki, a w kraju teoretycznie obowiązują jakieś przepisy ruchu drogowego – mało kto się do nich stosuje. Jeśli więc planujesz samodzielną podróż autem – nastaw się na olbrzymi chaos w ruchu. Tureccy kierowcy jeżdżą często bez kierunkowskazu, wyprzedzają na trzeciego i czwartego w zupełnie losowych miejscach (często na wąskiej, bardzo stromej i bardzo zakręconej górskiej drodze) i zatrzymują się bez ostrzeżenia. Pieszy turysta z kolei musi nastawić się raczej na przebieganie przez jezdnię – nawet jeśli używa przejść dla pieszych (za to nie musi zwracać uwagi na kolor światła). Widziałam zupełnie niewzruszonych miejscowych przechodzących przez trzypasmową drogę szybkiego ruchu.

Kapadocja

Co warto przywieźć z Turcji na pamiątkę? Można zainwestować w jeden naprawdę wartościowy wyrób – coś ze skóry, biżuterię, piękny dywan, a można przywieźć mnóstwo małych pamiątek. Wiele z nich dostanie się również bez problemu w Polsce (nie tylko w sklepach tureckich, ale również w sieciówkowych marketach!). Ja przywiozłam z Turcji kolorową lampkę na świeczkę, kapadockie wino, mydło i kosmetyki z tamtejszej oliwy oraz kawę (w niezwykle aromatycznej kawie po turecku zakochał się mój mąż – pił ją chyba w każdym możliwym miejscu, w którym się znaleźliśmy). No a dla rodziny przywiozłam oczywiście „Oczy proroka”, które chronią przed złymi urokami!

Agatę znajdziecie na:

www: cykcykstudio.pl
FB: https://www.facebook.com/agata.kreft.pstryka
INSTA: https://www.instagram.com/agata.kreft.pstryka/

________________________________________

Jestem zachwycona Kapadocją, a Wy?

Obserwatorka i komentatorka życia. Z pasją o kulturze, podróżach, rodzicielstwie i życiu jako takim. Po ojcu M, po mężu P. Wiecznie zabiegana, nieustannie niewyspana...

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *