bilans dwulatka
Dziecko,  Zdrowie i pielęgnacja

Bilans dwulatka – czy jest się czego bać?

Bilans dwulatka napawał mnie swego czasu sporym niepokojem. Naczytałam się w internecie, że dwulatek mój zostanie przez swego pediatrę dokładnie obbadany, sprawdzony i opisany. Że sprawdzony zostanie jego rozwój psychofizyczny, że powinno się przygotować na tę okoliczność nawet dzienny jadłospis, celem pediatrycznej kontroli. Ten dzień napawał mnie lękiem…

Czy rzeczywiście było się czego bać?

I poszliśmy z dziecięciem moim do pediatry. I…. Okazało się, że bilans dwulatka to nie taki diabeł straszny jak go malują. Jan został zważony – 90 centyl, zmierzony – 90 centyl. O dziwo bez problemów samodzielnie ulokował się na wadze, a potem przy ściennej miarce.

Zajrzano mu w paszczękę – zęby ładne, choć nieregularne… jak u dziecka kolejarza (tak mówiło się w moim dzieciństwie) czyli jak torowe podkłady.

Na moje obawy, że może za mało mówi jak na dwulatka, usłyszałam, że ma czas. Martwić powinnam się, gdyby na kolejnym bilansie w wieku lat czterech mówił bardzo słabo lub w ogóle nie mówił.

Lekarz popatrzyła również na stopy młodego i stwierdziła, że są ok jak na ten wiek. Obejrzała sobie jak wygląda jego sylwetka. Posłuchała bicia serca. Dokonała kontroli oczu pod kątem zeza i zeza nie zauważyła. Wszystko wyglądało na to, że jest dobrze. Monitoring zaś trwał podczas całej wizyty i usłyszałam jeszcze, że młody jest dzieckiem bardzo kontaktowym, rozumie i reaguje na polecenia.

Całość badania trwała jakieś 10 minut łącznie z rozbieraniem i ubieraniem, wchodzeniem i wychodzeniem. Niczego nowego się nie dowiedziałam, nic nie powinno też budzić mojego niepokoju. Bilans dwulatka okazał się czymś wręcz banalnym. Zresztą sama lekarz stwierdziła, że przecież dzieciaki, którymi ona się opiekuje w przychodni są obserwowane podczas każdej wizyty czy to szczepiennej czy w związku z chorobą. To nie tak, że nagle na bilansie dwulatka zostaną odkryte jakieś nieznane dotąd fakty związane ze zdrowiem i rozwojem dziecka.

Monitoring trwa stale. Również monitoring pod kątem czy w życiu dziecka wszystko dobrze się układa a rodzina nie powinna zostać objęta opieką państwa. Co w sumie mnie cieszy, bo mniej dzieci ucierpi przez, powiedzmy to delikatnie, niefrasobliwość rodziców.

Jeśli zatem obawiacie się bilansu dwulatka, zapewniam, że nie ma się czego bać. To badanie, którego celem jest wychwycenie nieprawidłowości w rozwoju Waszego dziecka i ewentualnie podjęcie działań, by je jak najszybciej wyeliminować.

A jakie są Wasze doświadczenia z bilansem dwulatka?

Obserwatorka i komentatorka życia. Z pasją o kulturze, podróżach, rodzicielstwie i życiu jako takim. Po ojcu M, po mężu P. Wiecznie zabiegana, nieustannie niewyspana...

6 komentarzy

  • Webska

    niestety przychodnia przez pierwsze miesiące życia dziecka kojarzy się z płaczem i szczepieniami. Dziecko za tym nie przepada i matka również, która musi patrzeć na igłę wbijaną w delikatne ciałko, choć przecież wszyscy wiedzą, że to dla jego dobra. Bilans dwulatka to już dość fajne wydarzenie, bo wraca się do przychodni z dzieckiem, obserwuje inne wystraszone mamy, które przyszły z niemowlakami i zastanawia się, jak to się stało, że nasza pociesza, jest już taka duża. Maluszek ciekawy wszystkiego zadaje pytania typu “mama, cio to?” i zaczyna rozumieć, co daje wizyta u lekarza. Ja bardzo miło wspominam

  • CoNaToTata

    Nasza dwójka narobiła dokładnego przeglądu wszystkich możliwych zakamarków w gabinecie pediatry, i nieco hałasu, ale poza tym było pięknie. No prawie…. nie było opcji zmierzenia ciśnienia. Nie ma możliwości żeby ot tak się wyciszyli i wysiedzieli 2 minuty Faktem jednak jest, że wszelkie bilanse w życiu dziecka są bardzo potrzebne z racji możliwości odpowiedniego wychwycenia nieprawidłowości w odpowiednim czasie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *