matura
Lifestyle,  Nauka

To tylko matura

Kiedyś, w zamierzchłych czasach, gdy młodzież w wieku 19 i 20 lat zdawała maturę, kwitły kasztany. Był to niechybny znak, że nadszedł czas najważniejszego, z punktu widzenia 19 i 20 latków, egzaminu. Czasy się zmieniły i mimo głoszonego wszem i wobec ocieplenia klimatu, kasztany nie kwitną na początku maturalnego maratonu. W każdym razie nie nad morzem. Nie zmieniło się zaś podejście 19 i 20 latków do matury…

Od czasu mojej matury minęło lat 16. W tym czasie zdążyło zrodzić się nowe pokolenie, które już wkrótce też przystąpi do tzw. egzaminu dojrzałości. W tym czasie bardzo zmienił się system edukacji w Polsce. Byłam jednym z ostatnich roczników, które nie „zaliczyło” na edukacyjnej ścieżce tworu zwanego gimnazjum. W moich czasach… jakże wzniośle to brzmi… istniała ośmioletnia podstawówka, czteroletnie liceum lub pięcioletnie technikum a potem, w wieku lat 19 lub 20, zdawało się maturę. I była to matura zupełnie inna niż obecnie, choć po trosze zaczyna się do dawnych standardów wracać.

Wszystko było inaczej i jednocześnie, wbrew pozorom, wszystko było tak samo. Były wielomiesięczne przygotowania do tego ponoć najważniejszego egzaminu w życiu. Był stres. Było spekulowanie na temat potencjalnych tematycznych czarnych koni i poszukiwanie jakichkolwiek źródeł przecieków. Po… był stres czy wszystko poszło dobrze i oczekiwanie na wyniki. A potem?… Były egzaminy na studia… Tak, tak… takie to były czasy…

Matura rzecz stresująca, lecz z punktu widzenia wydarzeń dalszych, kolejnych stres testów w postaci egzaminów na studiach, obrony pracy magisterskiej, pierwszych i kolejnych rozmów o pracę, podejmowania ważnych życiowych decyzji takich jak wybór życiowego partnera, decyzji o powiększeniu rodziny, konieczności stawiania czoła zdarzeniom w życiu często tragicznym, matura jawi się jako błahostka, dziecięca igraszka. To jeden z wielu życiowych egzaminów. I jeden w gruncie rzeczy z łatwiejszych. To zaledwie pagórek pośród życiowych doświadczeń. Warto zdać go pozytywnie, bo może na wiele spraw i planów życiowych wpłynąć. Niemniej nie jest to wyznacznik wartości człowieka. Nie matura zdecyduje o tym, jakie będzie dalsze życie po maturze. Moc tę będzie miała suma miliona mniejszych i większych decyzji, niezliczona ilość życiowych egzaminów. I je zdecydowanie warto zdawać pozytywnie.

Więc głowa do góry… Matura to dopiero początek zabawy!

Obserwatorka i komentatorka życia. Z pasją o kulturze, podróżach, rodzicielstwie i życiu jako takim. Po ojcu M, po mężu P. Wiecznie zabiegana, nieustannie niewyspana...

10 komentarzy

  • Paula — www.teoriakobiety.pl

    Wszyscy tak przeżywają tą maturę, a ja (zaledwie dwa lata temu) podchodziłam do niej spokojnie w porównaniu ze znajomymi. Na ciągłe pytania, dlaczego nie spędzam ostatnich tygodni i dni na powtarzaniu odpowiadałam coraz mniej cierpliwie, że miałam czas na naukę przez 3 lata i jeśli one mi nie wystarczyły, to kilka dni też nie wystarczy, a jeśli przez całe liceum nie byłam głupia, to i na maturze sobie poradzę. Zdałam zadowalająco, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie było się czego bać A poza tym matura w porównaniu z sesją pod koniec każdego semestru to nic wielkiego

      • Nieobiektywny

        Zdecydowanie wolałbym pisać.

        Już na krótszych egzaminach w gimnazjum (60 min) dopadało mnie znużenie, a dziś miałem rozszerzony polski i siedziałem od 14 do 17, czyli także w porze niezbyt idealnej do wysiłku intelektualnego zwłaszcza dla maturzystów zaserwowano im kolejny egzamin, bo od 9 do 12 pisali podstawę.

        A ja polski pisałem 5h, ale ci nauczyciele mieli wtedy przerąbane. Choć były kanapki, wyjścia do toalet idt. Teraz to już makabra jest z obostrzeniami.

  • An.Ka Lovedomowe

    Matura to pierwszy sprawdzian w dorosłym życiu. Kiedyś wydawało mi się, że od niej zależy cała moja przyszłość, a tak naprawdę wszystko zależy od setek, jak nie tysięcy innych małych i dużych egzaminów, które czekają nas w dorosłym życiu

  • Marta

    Po latach możemy tak mówić. Ale ja zdawałam maturę pięć lat temu (matko boska tyle to już lat?) i już wtedy wszyscy powtarzali, że matura to najważniejszy egzamin i bez niego to na żadne studia się nie dostanę i więcej egzaminów i tak już mieć nie będę. Dzisiaj się z tego śmieję, ale wtedy.. Poza tym, młodsi z którymi miałam przyjemność obcować pomagając do matury lub w rodzinie, są podobnie jak ja nakręcani, wszyscy biegają na kursy i korepetycje, im droższe tym lepsze i tak kręci się biznes. Przede wszystkim powinny być egzaminy wstępne na uczelnie. Ja wiem, to niepopularne i wielu powie, ale jak to, to dodatkowy egzamin i w ogóle. Ale jak dla mnie wstępne były wstępnymi uczelnianymi, na dany kierunek i pytania były rozsądniejsze niż na maturze. Nie mówiąc o tym, że matura zamiast egzaminem dojrzałości jest teraz kartą wstępu na uczelnie. To jest też negatywne dla uczelni, dlatego, że gdy niż zapukał do drzwi niezbędne stało się drastyczne obniżenie progów maturalnych i tak robi się miszmasz, ludzie, którzy początkowo chcieli iść na filozofię nagle zmieniają pogląd, idą na matematykę, a na to przygotowani nie są i tracą pierwszy rok, sami się stresują.

    W efekcie:
    – źle dla nas, bo matura to bzdura i na studiach nigdy nie korzystałam z tej wiedzy.
    – źle dla uczelni, bo obniża się poziom, a do tego wiele osób idzie nie wiedząc co je czeka, a podchodząc do egzaminu wstępnego dowiedziałoby się jakie są wymagania początkowe na danym wydziale i by często szukali czegoś innego.
    – źle dla matury – miała być egzaminem dojrzałości, a stała się kartą przetargową na studia.

    Tak mi się wydaje. Ale masz świętą rację, maturą nie ma co się przejmować, każdy egzamin na studiach trudniejszy.

    Pozdrawiam ciepło!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *