albański raj
Lifestyle,  Podróże

Najpiękniejsze miejsca – albański raj

Dziś głos oddaję Izabeli z bloga Fajna Sprawa. Zabierze Was do niezwykłej, pełnej kontrastów i jeszcze niewykorzystanego potencjału Albanii. Posłuchajcie…

Zawsze fascynowały mnie miejsca nie do końca poznane, które jeszcze nie zostały przetrawione przez turystyczny przemysł. Dlatego w tym roku zdecydowałam się odwiedzić Bałkany, m.in. Albanię. Z podjęciem decyzji wahałam się praktycznie do ostatniej chwili – z jednej strony pragnęłam zobaczyć coś nowego i przeżyć ciekawą przygodę, z drugiej jednak strony były głosy rozsądku innych ludzi, którzy ostrzegali mnie przed niebezpiecznymi okolicami, złodziejami i dziczą. Jednak ciekawość i pragnienie odkrycia nowego miejsca wygrały, a wizyta w Albanii była najlepszą decyzją jaką podjęłam w czasie urlopu.

Pierwsze emocje pojawiły się podczas podróży autokarem – czym bliżej południa Czarnogóry i przejścia granicznego w Sukobinie, tym trudniejsza do przebycia trasa. Górzysty teren, wąska droga obfitująca w zakręty i strome podjazdy, brak jakichkolwiek barierek nad przepaścią. Czasem trzeba było minąć się z innym pojazdem, a czasem ze stadem owiec samotnie wędrujących przez góry. Jednak podróż przez Albanię okazała się miłym zaskoczeniem – w tym kraju główne drogi są w o wiele lepszym stanie niż w Polsce!

By przekroczyć granicę Czarnogóry z Albanią teoretycznie potrzebujemy paszportu lub dowodu. Praktycznie – jeśli zależy nam na czasie to bez suwenirów dla celników ani rusz! A gdy już przekroczymy granicę możemy cieszyć się rajem. Piękno przyrody, a także niskie ceny wprawią w zachwyt niejednego europejskiego turystę.

CAM02030

CAM02022

CAM02034

Po zaopatrzeniu się w albańskie koniaki, nalewki i dżemy figowe przyszła pora na zwiedzanie. Miejscem docelowym była Szkodra – drugie pod względem liczby mieszkańców miasto w Albanii – wcześniej jednak miałam okazję odwiedzić Twierdzę Rozafa. Tuż przy ruinach swoje stragany rozstawiali miejscowi sprzedawcy, którzy ku mojemu zdziwieniu potrafili mówić po polsku. Najczęściej wykrzykiwali “Suweniry! Jedno euro, tylko jedno euro, okazja!”. Jednak nie dla figurek i szalików tam przyjechałam, więc mimo naprawdę atrakcyjnej ceny z kupna typowych pamiątek zrezygnowałam i skupiłam się na emocjach jakie budził we mnie ten kraj. Widoki z samej góry ruin były tak imponujące, że w tym momencie nic więcej nie potrzebowałam do szczęścia. Wiem co mówię, bo w plecaku miałam tylko butelkę wody mineralnej i kilka euro (bo zakupy zostały w autokarze). Podziwiając okolicę ze szczytu twierdzy uświadomiłam sobie, że Albania staje się właśnie moją turystyczną miłością i na pewno nie ograniczę się do tej jednej wizyty podczas urlopu – na pewno jeszcze tu wrócę!

widok z twierdzy rozafa1

widok z twierdzy rozafa2

widok z twierdzy rozafa6

widok z twierdzy rozafa7

widok z twierdzy rozafa9

Przyjazd do centrum Szkodry, a konkretnie widok głównej ulicy, utwierdził mnie w tym przekonaniu. Z jednej strony pocztówkowe widoki, z drugiej – wiele kontrastów. Zadbane Mercedesy (W Albanii jest ich naprawdę bardzo dużo! w żadnym kraju nie zobaczycie tylu Mercedesów jadących jeden za drugim!) i stare, podrdzewiałe rowery na jednej ulicy, luksus przeplatający się z biedą, piękna architektura budynków, a kilkanaście metrów dalej stare, zaniedbane lepianki. I w końcu konie pasące się w ścisłym centrum miasta oraz głodne psy i osiołki szukające pożywienia wśród śmieci. Po wyjściu z autokaru zostaliśmy od razu zaatakowani przez albańskie dzieci, które prosiły o pieniądze, a miejscowi mężczyźni przesiadujący w kawiarniach dziwnie na nas patrzyli, ponieważ nasz typ urody oraz sposób ubierania się był dla nich czymś niezwykłym. Działało to zresztą w drugą stronę – w końcu ich kraj wzbudził u mnie i pozostałych turystów wiele emocji.

CAM02039

CAM02042

CAM02043

CAM02048

CAM02051

Jadąc do Albanii warto zaopatrzyć się w dużą torbę – niskie ceny zachęcają do zakupów, a sprzedawcy bez problemu przyjmują płatność w euro. W tym kraju dopiero uczą się turystyki, więc jeszcze nie wykorzystują finansowo przyjezdnych, dlatego za naprawdę niewielkie pieniądze można dużo zwiedzić i zrobić spore zakupy. Obowiązkowe zakupy w Albanii to koniak Skanderberg, dżem figowy, chałwa (o wiele lepsza niż ta którą możemy kupić w Polsce) oraz parmezan. Jeśli dobrze rozejrzymy się po sklepach i targach możemy zakupić – podobnie jak w Tunezji – sporo ubrań, torebek i dodatków w naprawdę niskich cenach.

Być może zabrzmi to trochę podle, ale myślę że warto wykorzystać to, że Albańczycy jeszcze nie odkryli jaki zysk można osiągnąć z odwiedzających ich kraj Europejczyków. Podejrzewam, że za jakieś 5-6 lat – równolegle do rozwoju turystyki – ceny w tym kraju pójdą znacznie do góry, dlatego warto się pospieszyć i rozejrzeć za okazją do odwiedzenia tego pięknego kraju. Ja taką okazję miałam, wykorzystałam i naprawdę nie żałuję. Za naprawdę śmieszne pieniądze (wycieczkę wykupiłam w Czarnogórze za… ok. 20 euro) zafundowałam sobie poznanie pięknego, nieznanego jeszcze wielu osobom kraju, przeżyłam szok kulturowy widząc tyle kontrastów i mieszankę trzech religii w jednym miejscu, poczułam lekki klimat włoskiej mafii (w końcu Albania była oczkiem w głowie Mussoliniego) no i oczywiście zrobiłam na miejscu zakupy w niezwykle atrakcyjnych cenach, a która kobieta nie lubi zakupów?

CAM02016

Obserwatorka i komentatorka życia. Z pasją o kulturze, podróżach, rodzicielstwie i życiu jako takim. Po ojcu M, po mężu P. Wiecznie zabiegana, nieustannie niewyspana...

14 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *