misja mojego bloga
Blogowanie

Misja mojego bloga?

Kim jesteśmy, co robimy, co planujemy robić w przyszłości, dokąd zmierzamy? To pytania, które pozostają aktualne przez całe nasze życie. To pytania, na które musimy sobie odpowiadać w każdej minucie naszego życia. Nie wystarczy bowiem istnieć, trwać, trzeba działać, posuwać się w jakimś, czasem mniej lub bardziej sprecyzowanym kierunku. Nie można bezmyślnie kroczyć przez życie licząc na to, że wszystko zdecyduje się gdzieś poza nami i ktoś inny weźmie odpowiedzialność za nas, za nasze działania bądź zaniechania. Nie zawsze plan jest jasny i precyzyjny, często ulega modyfikacjom, zwłaszcza w zderzeniu z rzeczywistością. Warto jednak go mieć. Dotyczy to też tak prozaicznego blogowania. Ale czy istnieje coś takiego jak misja mojego bloga?

Opowiadałam Wam parokrotnie, że wywodzę się z recenzenckiego świata blogowego. Początkowo chciałam pisać przede wszystkim o książkach, które zaprzątnęły moją uwagę i o filmach, które pochłonęły mój nieliczny, wieczorny, wolny czas. Blogowanie stanowiło dla mnie odskocznię od macierzyńskich obowiązków. To był czas tylko dla mnie i moich przemyśleń. Przez pewien czas czułam się spełniona. Szybko jednak zrozumiałam, że zamykanie się w czysto recenzenckiej tematyce nie będzie dla mnie najlepszą z możliwych dróg. Czułam, że mogę i chcę więcej, że sztywne ramy recenzji stają się swoistymi kajdanami a ja kocham wolność. Blog a właściwie blogowanie uległo diametralnej zmianie. Zajęłam się szeroko rozumianym życiem… Lifestyle? Modne słowo i studnia bez dna, w której można zmieścić prawie wszystko, ale… to wszystko powinno być częścią mnie, ukazywać kawałek mojego stylu, przepisu na życie, na udane życie.

Zmieniłam tematykę bloga… Nie… poszerzyłam ją znacznie. Nauczyłam się tworzyć samodzielnie stronę internetową na, moim zdaniem, bardziej profesjonalnym silniku blogowym. Rozwinęłam się. I to chyba jest jak dotąd najważniejsza misja mojego bloga… To mój osobisty rozwój, poszerzanie horyzontów, stawianie sobie coraz wyżej poprzeczki. Jeszcze 3 lata temu zrobiłabym wielkie oczy i stwierdziła, że co jak co, ale własna domena, hosting, budowanie strony na wordpressie to nie moja bajka, a ja jestem za małym króliczkiem na takie wyzwania. To był mój prywatny Mont Everest. Potem przekonałam się, że Mont Everest to to nie był… co najwyżej Gubałówka.

Kiedyś wydawało mi się, że nawiązanie współpracy z wydawnictwem to szczyt moich osiągnięć. Pisać recenzję książki, którą ono do mnie przysłało… Wow… A teraz? A teraz to ja mam coraz mniej czasu, by się poświęcać pracy recenzyjnej i chyba jednak wolę sobie bez narzuconych terminów czytać albo i nie. Kiedyś umowa barterowa była szczytem moich marzeń… I to w sumie nie tak dawno. Obecnie… Obecnie blogowanie traktuję na tyle poważnie, by myśleć o blogu jako poniekąd sposobie na poszerzenie moich finansowych horyzontów. Barter stał się kolejną Gubałówką… Mont Everest daleko przede mną, ale już nie aż tak, jak na początku blogowej przygody, kiedy otrzymanie gratyfikacji finansowej za pracę wykonaną w ramach blogowej działalności było zwyczajnie nie do pomyślenia. Teraz coraz częściej myślę o sobie i blogu jak o małej, może nawet maleńkiej firmie, ale jednak… Czy misją mojego bloga jest uczynienie z pasji sposobu na spokojne życie na przyzwoitym finansowym poziomie? Poniekąd tak… Nie warto jednak zapominać przede wszystkim o tej tkwiącej u podstaw istnienia bloga pasji pisania i ekshibicjonistycznej, poniekąd, potrzebie podzielenia się z szerszą grupą swymi przemyśleniami.

Misja bloga… brzmi bardzo poważnie. Nie jestem typem nauczycielki… Typ raczej ze mnie mocno samolubny. Stawiam zatem przede wszystkim na swój własny rozwój. Jeśli przy okazji wpływam na otoczenie pozytywnie, jeśli komuś pomogę, rozwieję wątpliwości, sprawię, że pomyśli, że inni też mają przechlapane bądź, że warto, bo można coś dobrego osiągnąć, jest to dla mnie wspaniałą wartością dodaną i dodatkową motywacją do dalszego pisania. Może jestem samolubna…

A jakie są wasze blogowe Gubałówki i Mont Everesty?

Wpis bierze udział w październikowym wyzwaniu blogowym organizowanym przez Lifestylerkę.

Obserwatorka i komentatorka życia. Z pasją o kulturze, podróżach, rodzicielstwie i życiu jako takim. Po ojcu M, po mężu P. Wiecznie zabiegana, nieustannie niewyspana...

38 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *