przedszkolny terror
Dziecko,  Lifestyle,  Wychowanie

Przedszkolny terror

Oto nadszedł ten dzień, gdy J. trafił pod skrzydła placówki wychowawczej zwanej przedszkolem. Przyznam, kiedy zapisywałam go w marcu do przedszkola, cieszyłam się bardzo na myśl o tym, że mój trzylatek tam pójdzie. W końcu będzie miał większy kontakt z innymi dziećmi. Wykwalifikowany personel będzie czuwał nad jego edukacją a rodzice może wygospodarują chwilę dla siebie. Jeszcze bardziej cieszyłam się, gdy okazało się, że J. dostał się do placówki państwowej. Po pierwsze to wydatki mniejsze … choć wcale nie aż tak, a po drugie mam wrażenie, że nad państwówkami jest jednak większy nadzór… W końcu to o placówkach prywatnych pieją media, że źle się dzieje … A jak jest teraz … Jakie są teraz moje odczucia? No cóż … nie obcy jest mi przedszkolny terror.

Miało być tak pięknie … Mój młody, który nie tak dawno skończył trzy lata, do czasu rozpoczęcia edukacji przedszkolnej miał opanować całą gamę umiejętności, które pozwolą mu na bezstresowe, w pełni radosne spędzanie czasu w placówce wychowawczej. Miał umieć wszystko i jeszcze więcej. Plan był taki, że J. do rozpoczęcia przedszkola będzie w sposób idealny korzystał z toalety, umiejętnie będzie zmieniał swą garderobę, zdejmował i zakładał buty, idealnie korzystał z widelca i łyżki. Życie jednak robi swoje … A młody człowiek rozwija się w sobie tylko prawidłowym tempie. Korzystanie z toalety i owszem, ale jak tu umiejętnie wytrzeć pupę … No i to rozbieranie się w pośpiechu, gdy bardzo się chce. Rozbieranie się i ubieranie nie wychodzi tak dobrze jak powinno… Rączki nie są na razie na tyle sprawne a i ciężko dojść dlaczego akurat przód jest przodem a prawa strona akurat prawą… Łyżka i widelec … No cóż … J. używa i to całkiem nieźle, ale gdy się rozproszy, to jedzenie ląduje wszędzie tylko nie w jego buzi. O samodzielnym zakładaniu butów nie wspomnę … Może to nie są jakieś wielkie niedociągnięcia, ale mogą jednak dziecko trochę zestresować, a wizja jego stresu przenosi się oczywiście na mamę.

Niemniej mam nadzieję, że młody szybko się podszkoli… bo przecież u dzieci w tym wieku to w ciągu jednego dnia potrafi się tak wiele zmienić. No i patrząc na jego nauczycielki trochę oddycham spokojniej … Zdają się przygotowane na wiele okoliczności i bardzo wyrozumiałe dla dziecięcych błędów. To jednak przepaść w porównaniu do tego, co działo się w przedszkolach, gdy ja byłam dzieckiem. Wówczas na porządku dziennym było wrzeszczenie na dzieci, szydzenie z nich, a winę za wszystko zrzucano na rodziców.

Pamiętam, że w moim przedszkolu standardem w ramach wymierzania kary jednemu z chłopców było przebieranie go w dziewczęce ubrania. Patologia? Całkowicie się z Wami zgadzam … A gdy rodzic danego dziecka się z odbiorem jego spóźniał, to nauczycielka straszyła dziecko, że z pewnością rodzic już nie żyje. Chyba jeszcze większa patologia?

Na szczęście czasy się zmieniły, a dziećmi zdają się opiekować bardziej normalne osoby, no i zdecydowanie lepiej merytorycznie na to gotowe. Miałam tego przykład na dniach integracyjnych. Drugiego dnia mój syn nie chciał z przedszkola wyjść… Więc może nie ma się o co martwić?

A jak Wy przeżywacie pierwszy dzień swego dziecka w przedszkolu/szkole?

Obserwatorka i komentatorka życia. Z pasją o kulturze, podróżach, rodzicielstwie i życiu jako takim. Po ojcu M, po mężu P. Wiecznie zabiegana, nieustannie niewyspana...

31 komentarzy

  • Maria

    Trochę mnie przeraziłaś z tym początkiem, bo myślałam, że na serio będziesz sobie robić wyrzuty, że J. miał coś opanować do perfekcji, ale nie zdążył. Masz rację – każde dziecko rozwija się w swoim tempie, a my tego nie przyśpieszymy. Najważniejsze, żeby przedszkolanki były kochane i pomocne. My właśnie na takie wychowawczynie trafiliśmy w przedszkolu Gabi I choć na początku miała mały kryzys (chodzi do przedszkola od 10 dni i przez 10 dni w czerwcu) to dziś np. biegła w podskokach i nie patrzyła, czy Kuba jeszcze za nią stoi (mąż ją odprowadza rano). U dzieci wszystko szybko się zmienia, więc trzeba być przygotowanym również na te słabsze dni, ale i one mijają
    Życzę powodzenia i samych przyjemności w odkrywaniu edukacji przedszkolnej!

  • Marta Sobczyk-Ziębińska

    U nas to nie pierwszy dzień, bo mała chodzi od początku maja do przedszkola, prywatnego. I jak na dwulatkę to radzi sobie super. Sama je, potrafi sama się ubrać i rozebrać, w zasadzie motorycznie jest super, tylko gadać jej się średnio chce. A Ty się nie martw, panie pomogą się ubrać jak jest taka potrzeba, nikt dziecka nie zostawi bez pomocy Ty zasiądź wygodnie w fotelu, napij się kawy i zrelaksuj

  • Aga CM

    Moje okna wychodzą na podwórko gdzie jest szkoła podstawowa. O 8.00 godzinie zaczynają się apele. Trwają do 11.00. (klasy 4,5,6 – każde osobno). Niestety dzieci śpiewające nie powinny tego robić. Szału można dostać. Wrrrr

  • Joanna M.P.

    Ponoć właśnie koło trzeciego roku życia dziecko zaczyna potrzebować rówieśników bardziej niż rodziców, by prawidłowo się rozwijać. Z obserwacji synka wnioskuję, że sporo w tym racji. Dlatego właśnie chcieliśmy z mężem wysłać go do przedszkola, gdy tylko jest to możliwe. Na szczęście teraz przedszkole to miejsce przyjazne dziecku. Nie to co w PRL. Obowiązkowe przedszkola? Niezły pomysł

  • ewa

    Pewnie że nie ma się co martwić Zuzka uwielbiała przedszkole, nie chciala wręcz z niego wychodzić. Wszystko dzięki Paniom, które doskonale znały się na swojej pracy. A jak widziałam, jak się rozwija . Miód na serce przestraszonej matki teraz już do czwartej klasy idzie

  • ewa

    Aha i trzymam za Janka kciuki. Z tego co piszesz to rezolutny chlopak i doskonale sobie poradzi. Mam martwi się nie potrzebnie. Nauczys się korzystać z tego czasu, gdy młody w przedszkolu

  • Dominika Fijał

    Samodzielność to poważna sprawa, ale nie ma co się martwić na zapas. Raczej wszystkie panie w przedszkolu rozumieją, że trzylatek jeszcze nie jest wirtuozem w zakładaniu butów, czy w korzystaniu z noża i widelca, więc nie ma co się stresować. Można też paniom nieco ułatwić życie i kupić dziecku buty zapinane na rzepy, a nie ze sznurowadłami…

  • Qulleczka

    Wypowiem się raczej z drugiej strony lustra
    Jako nauczycielka pragnę uspokoić, że dzieci, które rozwinęły się jak chciały one, a nie jakby chciał system, jest wiele wiele i Panie Nauczycielki są na pewno na to przygotowane I na dziecięce niedociągnięcia i na niedojrzałość w różnych sferach i na wszelkie inne, według nas, niedociągnięcia
    Wszystko będzie dobrze Chociaż zalecam obserwowanie i dziecięcia i placówki, na wszelki wypadek Ale to oczywista oczywistość

  • Ensorcelee Mija

    Z doświadczenia mojej chrześnicy, teraz prawie czteroletniej, powiem, że przedszkole w kilka miesięcy bardzo ją rozwinęło Rozgadała się, ośmieliła, zaczęła być bardziej samodzielna. Także niczym się nie martw, wszystko przyjdzie samo (tylko wiesz, ja podchodzę do tego spokojnie, bo sama jeszcze nie mam dzieci).

  • Agnieszka Watkowska-Dorsz

    A. chodziła w sumie 4 lata do przedszkola. Początki były super. Kłopoty zaczęły się w grupie , gdy pani do pomocy przeceniała swoje wpływy a i wychowawczyni nie reagowała, że dwa razy większy chłopiec ją bije. Nawet obwiniała A. że nie chcę się zbytnio spoufalać. Ale znasz mnie. Wiesz, że tzw. ryj mam po rodzicielce. Wyklarowałam paniom, co o tym sądzę. Kazałam się douczyć o introwertykach. Raz nawet interweniowała wyżej. Wszystko się skończyło, gdy A. poszła do innej grupy. Cud, miód orzeszki. Teraz wiem, że M. (2rok chdzi) ma super panią i ten gderający pustostan nie zdąży dopaść go, bo za rok idzie do szkoły. Zresztą on poradzi sobie , gdyż charakterem ma za mną.

      • Agnieszka Watkowska-Dorsz

        Tylko ta pani do pomocy (woźna, wiele lat już pracuje) jest już starszą panią i już jej wnuki chodziły do przedszkola. Czuje się ważniejsza niż panie wychowawczynie. A Hania (wychowawczyni) to wstrętna baba. Stara a głupia.Żeby tylko ze mną nie znalazła wspólnego języka ok, ale szykanować jedne dzieci za ich odmienne charaktery? NIe każde musi być tak podatne i skoro do ulegania tym silniejszym. Dwa lata się z nią męczyłam, M. ma panią Ewę. Zajefajna pani. 5 letnie moje doświadczenie każe mi zaryzykować, że entuzjazm małego łobuza nie ulegnie zmianie.

        • Joanna M.P.

          Niektórzy są po prostu niereformowalny, nie nadają się do danej pracy i zupełnie nie wiedzą, gdzie ich miejsce Oby jak najmniej takich ludzi. Oni nie powinni mieć styczności z naszymi dziećmi.

  • Marta

    Ja mogę się wypowiedzieć patrząc innej strony- od dwóch tyg jestem na praktykach w przedszkolu- kilka razy miałam okazję być w grupie maluszków. Dzieci są na różnych poziomach- jedne potrafią powiedzieć że chcą siusiu inne nie, jedne trzymają widelec- inne nie, jedne wiedzą które są ich ubranka- inne pytając się ich 10 razy nie będą w stanie odpowiedzieć czy te różowe spodenki są ich czy koleżanki. I płacz- ja chce do maamy! dlatego potrzeba niezwykłej wyrozumiałości- przede wszystkim ze strony nauczyciela (i tego życzę! ) ale i ze strony rodzica I ciągłej pracy z dzieckiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *