kura domowa

7 rzeczy, które lubię w byciu tymczasową kurą domową

Niedawna lektura najnowszej powieści Nataszy Sochy pt. Rosół z kury domowej podsunął mi pomysł na ten, mam nadzieję, niebanalny wpis. Od niedawna zostałam ponownie tymczasową kurą domową. Połowa ciąży i towarzyszące mi różne zdrowotne przypadłości sprawiły, że porzuciłam biurowy kierat i zostałam żoną, mamą i gospodynią domową na pełen etat. Nie ukrywam, powitałam ten stan rzeczy z niekłamaną radością … a powody mego szczęścia?

Cóż kura domowa to takie mało pozytywne określenie… W opinii sporej grupy to nic nie robiąca, zaniedbana, nieszczęsna kobieta, która marnuje się w domu, tracąc czas na bzdety w postaci prania, sprzątania, gotowania, opieki nad dzieckiem bądź dziećmi… Hmmm… Kura domowa to często obiekt kpin i złośliwych uśmieszków. “A więc jesteś gospodynią domową na pełen etat? Rozumiem, że nic nie robisz … znaczy nie pracujesz?” można takie opinie spotkać. Cóż myślcie co chcecie … Choć nie wyobrażam sobie nieustannego życia bez pracy … w byciu tymczasową kurą domową odnajduję sporo przyjemności. Ma to być post pozytywy… Zatem skupmy się na pozytywach … Bo dla mnie bycie choć tymczasowo kurą domową ma przynajmniej 7 zalet.

7 rzeczy, które lubię w byciu tymczasową kurą domową…
  • Mogę na spokojnie wziąć rano prysznic. Co prawda czas pobudki wyznacza mi nieodzownie sen syna, niemniej jest on już na tyle duży, że mogę spokojnie oddać się przyjemności długiego, ciepłego prysznica… Tylko czasem muszę toczyć konwersację poprzez zasłonkę z trzylatkiem dlaczego ma kąpiel aż tak długo trwa i dlaczego się jeszcze nie zakończyła. Na szczęście te rozmowy zdarzają się rzadko, a trzylatek z lubością podczas moich kąpieli oddaje się zajęciu oglądania bajek.
  • Mogę zrobić pranie rano, powiesić na dworze i oczekiwać na wyschnięcie. Uwielbiam robić pranie … wiem takie małe zboczenie, lecz rytuał wkładania brudów do pralki, wlewania wszelkich płynów piorąco-zmiękczających, ustawianie programów … ehhh. Po prostu to mnie odpręża. Nie lubię tylko jak ubrania naznaczone są przez tłuste plamy. Niemniej i z nimi można sobie już coraz lepiej radzić i zawsze jest wyjście z trudnej sytuacji Bycie kurą daje komfort nierobienia prania w biegu. Mogę w pełni delektować się moim małym dziwactwem.
  • Kolejnym moim dziwactwem jest miłość ogromna do odkurzania. Wiem … straszne … Ale chyba odziedziczyłam to wariactwo po tacie, który całe moje dzieciństwo dzierżył w dłoni odkurzacz, skrzętnie usuwając wszelkie kurze, piasek, okruchy itp.  Warkot odkurzacza to mój dźwięk dzieciństwa. A teraz ja jestem królową odkurzacza i przebywając pełnoetatowo w domu, mogę sobie poodkurzać, kiedy tylko mi się zechce … a chce się dość często
  • I mogę sobie pogotować. Może tego po mnie nie widać, ale zdecydowanie tę czynność lubię. Repertuar dań nie jest szczególnie rozbudowany. Skupiam się na włoskich smakach, w dodatku w wersji bezglutenowej. I wychodzi mi całkiem zjadliwie. Choć mój W. raczej będzie się upierał, że to on w naszym domu wiedzie kucharski prym … I pewnie ma rację. Za to bezapelacyjnie, odkąd zostałam tymczasową kurą domową śniadania należą do mnie Naleśniki zapiekane z białym serem i puszyste jak chmurka omlety z dżemem truskawkowym to moje śniadaniowe dania popisowe. Naleśniki a’la Krzywa Prosta? Bardzo proszę
  • A odrywając się od domowego kieratu nie sposób nie wspomnieć o porannym czytaniu książki do kawy. Nawet jeśli w tle nadaje rozgłośnia zwana moim synem, wspierana przez natarczywy kanał dziecięcy w tv, to i tak ten poranny rytuał daje spory kopniak relaksu. I od razu pozytywnie wchodzi się w kolejny dzień, nawet deszczowy … Cóż wtedy można przeczytać jeszcze więcej.
  • Nie zapominajmy o całej masie czasu spędzanej na świeżym powietrzu. Nie w biurze, przed monitorem, w duchocie, kurzu, pośród całego oceanu akt i słów zapełniających każdą przestrzeń. Spacer po lesie, brzegiem morza bądź po parku zapewnia uwolnienie głowy od zbędnych myśli i trosk.
  • No i ostatni plus bycia tymczasową kurą domową. Nie trzeba codziennie rano biec do pracy, zajmować się mnóstwem spraw, które właściwie były na wczoraj i martwić się czy aby na pewno podjęło się w danej sprawie najlepszą z możliwych decyzji… Uczucie prawie takie jakiego doświadcza uczeń, który zdał z klasy do klasy i właśnie rozpoczął wakacje.

A czy Wy widzicie plusy w byciu choć przez chwilę kurą domową?

Wpis zawiera link promocyjny.

64 comments on “7 rzeczy, które lubię w byciu tymczasową kurą domową

  1. Na dwa, trzy miesiące mogłabym zostać kurą domową, ale czuję, że potem bym teskniła za swoją pracą Najbardziej kuszą mnie takie leniwe śniadania, najlepiej na świeżym powietrzu.

  2. Ja uwielbiam być kurą domową. Niestety pracuję zawodowo, ale jak tylko chwilkę mogę ( np. zwolnienie lekarskie, urlop) to uwielbiam. Ze zwykłych rzeczy, które zazwyczaj zmuszona jestem robić w pośpiechu robimy święto. Na przykład śniadanie do łóżka, dwudaniowy obiad – uwielbiam gotować i jak im smakuje uwielbiam. Boziu ! Bycie kurą domową jest zdecydowanie dla mnie
    Też lubię prać i suszyć pranie na ogrodzie, pachnie wtedy niesamowicie.

  3. Kury domowe, podobnie jak dawniej stare panny, obrosły negatywnymi stereotypami. Niesłusznie. Moja mama teraz nie pracuje, ale w domu cały czas coś robi. Nie lubię, kiedy ludzie nie doceniają kobiet zajmujących się domem.

  4. Kurą domową nigdy nie byłem, a co najwyższej kogutem mógłbym być;) Nie dane mi nigdy było tyle się byczy… znaczy ciężko spełniać domowe obowiązki, ale być może dożyję do emerytury to sprawdzę ten element rozrywki:)

    W każdym razie moja żona baaardzo dobrze wspomina czas przed i po urodzeniu naszej córki, kiedy to miała wiele czasu dla siebie i nikt jej nie poganiał:)

  5. Muszę przyznać, że uwielbiam zostawać z moim synkiem w domu;) I odpręża mnie to samo, co CIebie – oprócz gotowania. No i u nas bajek w tv nie ma, tylko jest wspólne czytanie:)
    zdecydowanie przyjemna sprawa być w domu i o niego dbać. Szczególnie w dobrym towarzystwie;)
    gratuluję! Na kiedy tp?

      1. Przeglądam właśnie po raz pierwszy Pani bloga, i widząc ten komentarz nie mogłam się oprzeć – też mam mikołajkowego synka, chociaż termin miałam tydzień później. Pozdrawiam serdecznie

  6. Nie jestem kurą domową, ale mimo wszystko staram się robić wszystkie rzeczy, o których piszesz, ale ponieważ pracuję w szkole, wakacje to czas, kiedy prawie się w nią zamieniać
    I też nie widzę w tym nic pejoratywnego – zajęcie jak każde inne, czasem nudzi, czasem cieszy – życie

  7. Zazdroszczę trochę. Ja niestety nie jestem kurą domową i takie cudne poranki mogę mieć jedynie w weekendy. Dobrze, że teraz jestem na urlopie, wróciłam z wczasów, więc troszkę mogę poudawać kurę domową. I robię to

  8. Ja jestem kurą domową od 6 lat. Uwielbiam to Bardzo cenię ten czas kiedy mogę być dla wszystkich moich kurczątek ; ) ale też dla siebie i męża. Nie jestem nadmiernie spięta ani zmęczona. Mam czas, żeby pomyśleć o wszystkim co dla mnie i nas ważne. Ten okres minie błyskawicznie i nigdy się już nie powtórzy, dlatego chłonę go całą sobą i doskonale rozumiem o czym piszesz

  9. Z powodu operacji w lutym zostałam kurą domową na kilka miesięcy – chwalę sobie ten stan, ale bez pracy nie wyobrażam sobie życia – brakuje mi ludzi, tego zamieszania i takiego poczucia, że jestem przydatna społeczeństwu. Znając życie to jak wrócę do kieratu i kierat da mi się mocno we znaki to ze łzami w oczach będę wspominać to kurowanie domowe

  10. O tak, jak się pracuje w pomieszczeniu zamkniętym, to nagła możliwość bycia kurą domową jest atrakcyjna. Wychodzi się z domu kiedy chce i wraca kiedy chce, można porobić na spokojnie te wszystkie zajęcia domowe, pobyć z osobistymi dziećmi etc etc Też mi się podobało na początku, ale tak mniej więcej po roku – dwóch zaczyna nużyć. Pierzesz, sprzątasz, gotujesz i efektów tej pracy nie widać. Ja też lubię sporo domowych zajęć, ale frajdę sprawia mi to do czasu, potem staje się zwykłym, męczącym obowiązkiem i człowiek czuje nieodpartą chęć, by pójść wreszcie do jakieś roboty i zająć się czymś konstruktywnym. No i najważniejsze – siedzenie w domu ma sens dopóki dziecka są w domu. Pamiętam jak wysłałam swojego Młodego w wieku 2,5 lat do szkoły, gdzie wraz z siostrami spędzał 7 godzin dziennie (inny kraj inny system) – myślałam, że kręcioła dostanę w tych pustych ścianach zanim poszłam do roboty. Tak więc ciesz się tym fajnym czasem dopóki się nie znudzi i nie zmęczy, bo potem o wiele chętniej się pracuje

  11. Akurat mam tydzień wolnego więc siłą rzeczy wszystkie domowe obowiązki spadły na mnie. I wiesz co…też jestem zachwycona! Codzienne ogarnięcie mieszkania, gotowanie obiadu…to na serio jest odprężające. Nie wiem, jak długo taki stan euforii by u mnie potrwał, ale nie da się ukryć – możliwość zjedzenia śniadania powoli, bez pośpiechu, z książką lub gazetą to genialna sprawa

  12. Ja jestem kogutem domowym, ale nie mówcie mojej żonie, bo dorzuci mi obowiązków
    Czasami jednak mam tyle roboty, że żądnego punktu nie realizuję. Po prostu nie dojeżdżam do pracy.
    Za to mogę czasami odebrać młodą ze żłobka i po drodze pójść na spacer i lody

  13. Właśnie dlatego to mi się marzy. Zwłaszcza, że dzieci jeszcze nie posiadam, więc relaks będzie większy. Ja uznaję, że jeśli mam tylko prowadzić dom (bez opieki nad dziećmi), to nie jest to aż tak trudne i czasochłonne zajęcie. Z natury jestem leniem, co oznacza, że wszystko staram się zrobić jak najszybciej i najefektywniej, no i nie widzę potrzeby, żeby codziennie myć okna na przykład Na szczęście, jak wrócę z Niemiec, czekają mnie dwa tygodnie takiego życia ala kura domowa i to na wolnym wybiegu

  14. A ja bardzo lubię być kurą domową. Uwielbiam pracować w domu i tworzyć go pięknym, spokojnym i harmonijnym. Teraz przy córeczce trochę trudniej, ale nie niewykonalne. Jakiś czas temu na blogu Lady of the house autorka napisała wpis z wyceną prac domowych i wbrew pozorom taka pani domu naprawdę powinna być doceniana, bo odwala kawał dobrej i dobrze płatnej (gdyby trzeba była taką zatrudnić) roboty.
    Pozdrawiam

  15. Bycie kurą domową ma sporo zalet. Życie zwalnia, to co robiłybyśmy po pracy możemy robić w ciągu dnia. Dzięki temu nie jesteśmy padnięte wieczorem. Aczkolwiek jest to syzyfowa praca. Bałagan szybko powraca i ogarnianie go wciąż od nowa nie daje mi komfortu

  16. Vandrer uwielbia obecne bycie sową domową. Po przeprowadzce do Norwegii stracił możliwość pracowania na etat dopóki nie nauczy się języka, a to trochę zajmie. Teraz rozwija się jako kucharz, perfekcyjny ogarniacz domu i bloger jednocześnie. No i ta kawa z książką…

    1. Bycie kurą domową to boski stan… nawet prześciowo… i tę kawę można sobie na spokojnie przygotować w ekspresie… a nie jakaś tam rozpuszczalna. Nauczyć się norweskiego? Szacun

  17. Kurą domową nie jestem, ale dużo w domu robie tym bardziej że mieszkam już z przyszłym. Pomimo tego iż mogę pospać dłużej czy wziąć ciepły prysznic to są rzeczy które rozpraszają, pracuje w domu i czasem nadmiar obowiązków kury domowej bardzo przeszkadza.

  18. Ja też obecnie jestem kurą domową, ale ponieważ moje pisklę ma 9 miesięcy nie ma szans na poranne czytanie, a bardzo żałuję. Nie nadaję się chyba na kurę domową, bo nie cierpię odkurzać, a piorę jak mój kosz z brudnymi ciuchami przestanie się zamykać.

  19. Ja uwielbiam być kurą domową. Jestem kurą domową z wyboru i nie widzę w tym nic złego. Każdy powinien robić to co lubi. To przecież wcale nie oznacza, że kura domowa się nie rozwija społecznie i intelektualnie! A taki niestety panuje stereotyp ;/

  20. poranny prysznic – z rocznym dzieckiem, obowiązkowo bez mycia włosów i szybciej niż struś pędziwiatr

  21. ja też obecnie jestem taką tymczasową kurą domową i naprawdę nie narzekam:) najbardziej cieszy mnie to, że mam na wszystko co chce i muszę w domu zrobić czas. Wiem, że jak wrócę do pracy, to będzie gonitwa i nie będę wiedziała w co ręce włożyć. Dlatego idealnym rozwiązaniem byłaby praca tak na 3/4 etatu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *