kryminał
Literatura

Krew na śniegu – Jo Nesbo

Twórczość norweskiego pisarza Jo Nesbo uznana jest już w zasadzie za kultową. Sama mam za sobą kilka jego książek. Są wśród nich: Syn, Karaluchy, Pierwszy śnieg, Łowcy głów. Każda z tych książek jest skrajnie inna, jednak w pewien sposób typowa dla autora. Każda z nich przypadła mi do gustu. Czy w przypadku Krwi na śniegu było podobnie?

Jest rok 1975. Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok zbliżają się wielkimi krokami. Panuje niemiłosiernie sroga zima, która już wkrótce ma szansę na zdobycie miana zimy stulecia. Olav jest zabójcą na zlecenie. Pracuje dla niejakiego Daniela Hoffmanna, jednego z głównych bossów narkotykowych w Oslo. Jak sam o sobie mówi, nie nadaje się do innej pracy niż ta. Ani na stręczyciela, ani dilera narkotykowego. Za słabo rachuje, nie potrafi uderzyć kobiety. Lubi czytać, bo lubi historie, choć czasem te historie potrafią mieć dwie różne wersje.

Pewnego dnia, po dobrze wykonanej likwidacji, otrzymuje zlecenie od szefa, by pozbyć się jego młodej i pięknej żony. Jak się okazuje ta ma kochanka. Olav przystępuje do obserwacji Coriny. Musi dobrze przygotować się do zlecenia, by w żaden sposób zabójstwa nie powiązano z Hoffmannem. Obserwacja celu zlecenia i jej kochanka, prowadzi Olava do podjęcia ryzykownej decyzji. Postanawia nie zabijać Coriny. Zamiast niej zostaje zlikwidowany kochanek. To sprowadza jednak na głowę zabójcy ze słabością do maltretowanych kobiet niepohamowany gniew swego zleceniodawcy. To, kim był zamordowany sprowadza na głowę Hoffmanna wyrok śmierci. Olav balansuje na granicy życia i śmierci. Największy cios przyjdzie jednak z najmniej spodziewanej strony…

Jak już wspomniałam Krew na śniegu to kolejna książka Jo Nesbo, którą dane mi było przeczytać. Głównym bohaterem tej nadzwyczaj krótkiej opowieści, którą zakwalifikowałabym raczej do bardziej rozbudowanego opowiadania, jest zabójca o dobrym sercu, miłośnik wiedzy, który całe życie zmaga się ze swymi ułomnościami, ciężkim dzieciństwem i wirusem ojca we własnej krwi, jak sam o tym mówi. To historia, która nie może się zakończyć dobrze, choć historia może mieć przecież dwa różne skrajnie zakończenia. Jedno niestety musi być tylko pomyłką nieprawidłowo pracującego umysłu. Piszę trochę tajemniczo? To przez Krew na śniegu. Przeczytajcie a sami się przekonacie, o co w tym wszystkim chodzi. Mi książka się podobała. Gdzieś na dnie serca miałam nadzieję, że wszystko zakończy się dobrze … choćby w alternatywnej wersji tej historii. Dużo w powieści melancholii, refleksji na temat życia, dużo smutku i tęsknoty. I tego niezwykłego norweskiego zimna, które zamraża ludzkie serca i dusze. Jedni książkę krytykują, inni chwalą. Ja wyszłam z lektury ze sporą dawką refleksji. I cieszę się, że ją przeczytałam. To inny Nesbo, niż ten do którego przywykłam. I dobrze.

Krew na śniegu, Jo Nesbo, Wydawnictwo Dolnośląskie

Obserwatorka i komentatorka życia. Z pasją o kulturze, podróżach, rodzicielstwie i życiu jako takim. Po ojcu M, po mężu P. Wiecznie zabiegana, nieustannie niewyspana...

6 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *