kino
Film,  Kultura

Kingsman: Tajne służby

Kiedy świat staje w obliczu poważnego zagrożenia, do działania przystępują agencji organizacji o nazwie Kingsman. To tajna formacja, niezależna od rządów, monarchów czy kaprysów dyktatorów. Jej agenci wywodzą się z najlepszej brytyjskiej arystokracji, przyjmując organizację wzorowaną na najlepszych tradycjach Okrągłego Stołu. Nie wszyscy jednak stoją na stanowisku, że do kręgu wtajemniczonych powinni mieć dostęp jedynie przedstawiciele możnych i wpływowych rodów. W końcu dżentelmenem zostaje się nie tylko dzięki odpowiedniemu urodzeniu. Eksperyment sprzed 17 lat kończy się jednak niepowodzeniem.

Na świecie znowu coś zaczyna się dziać. Coś groźnego. Kingsmani przystępują do działań. W akcji odbicia jednego z uniwersyteckich profesorów ginie członek agencji. To pierwsza od 17 lat strata. Należy jak najszybciej rozpocząć rekrutację, która wyłoni następcę Lancelota. Traf sprawia, że uwagę Harrego Harta (o pseudonimie Galahad), jednego z Kingsmanów, zwraca syn agenta, który 17 lat temu poświęcił swe życie ratując kolegów. Czy kolejny eksperyment z niearystokratycznym kandydatem tym razem zakończy się powodzeniem? I czy uda się przy okazji po raz kolejny powstrzymać szaleńca próbującego doprowadzić ludzkość do zagłady?

Kingsman: Tajne służby w reżyserii Matthew Vaughn’a to film inny niż wszystkie jakie ostatnio oglądałam. To znakomita porcja rozrywki na najwyższym poziomie. To niezmiernie udane połączenie sensacji, która trzyma w nieustannym napięciu ze sporą dawką humoru, zazwyczaj dość czarnego, totalnie brytyjskiego, w najlepszym jego stylu. To pełne dowcipu podejście do tematu wielkich bohaterów ratujących przed szaleńcem cały świat. To nieustanne nawiązywanie do tego, co w kinie przez lata elektryzowało widownię, to ogromna dawka dystansu, odrobiny kpiny i ogromny hołd złożony najlepszej kinowej tradycji. Wszystko to sprawia, że Kingsman: Tajne służby to film po prostu świetny, który ogląda się z najwyższą przyjemnością. Do tego cała plejada gwiazd, która ani przez moment nie zawodzi. Mamy tu takich aktorów jak: Colin Firth, Samuel L. Jackson, Mark Strong, Michael Caine.

Zwrócić należy również na ścieżkę dźwiękową filmu. Jest pełni dopracowana, doskonale dopasowana do tego, co widzimy na ekranie, mnóstwo tu smaczków i niuansów.

Jednym słowem… polecam.

Obserwatorka i komentatorka życia. Z pasją o kulturze, podróżach, rodzicielstwie i życiu jako takim. Po ojcu M, po mężu P. Wiecznie zabiegana, nieustannie niewyspana...

15 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *