literatura kobieca
Literatura

Cała nadzieja w Paryżu

Dwie historie, dwoje ludzi w zbliżonym wieku, dwa odlegle kontynenty, jedna pasja – gotowanie.

Eve mieszka w Wielkiej Brytanii. To ponad czterdziestolatka, która niemal wyłącznie istnieje, a nie żyje naprawdę. Kiedyś miała męża, lecz małżeństwo nie trwało zbyt długo. Miała też córkę, lecz jej wychowaniem zajęła się jej apodyktyczna i dość zimna matka oraz sztab niań. Eve nigdy nie pracowała, nie musiała się jednak martwić utrzymaniem siebie czy rodziny. Jedyne co pobudzało ją do życia to gotowanie. W kuchni potrafiła zaczarować świat i swoje życie.

Pewnego dnia, zupełnie przypadkowo, w sklepie charytatywnym, w którym Eve sporadycznie się udzielała, natrafiła na powieść jednego z amerykańskich autorów. Jego powieści, przeznaczone przede wszystkim dla męskiej części czytelników, całkowicie ją pochłonęły. Napisany zaś spontanicznie list do pisarza, stał się początkiem pełnej kulinarnej pasji, życiowych przemyśleń i niewypowiedzianych pragnień korespondencji.

Jack to dobiegający pięćdziesiątki dość poczytny autor powieści skierowanych przede wszystkim do mężczyzn. Właśnie rozpadło się jego kolejne małżeństwo. Żona odeszła do swej kochanki. Jack przeżywa kryzys wieku średniego i bardzo mocno z nim związany kryzys twórczy. Nie może i nie chce pisać. Jedyne co pobudza jego wyobraźnię to dobra, smakowita kuchnia. List czytelniczki staje się dla niego odskocznią od codzienności. W końcu z jakąś kobietą może porozmawiać o swej kuchennej pasji.

Czy korespondencja pomiędzy dwoma kontynentami, dwiema odmiennymi kulturami, stanie się inspiracją dla Eve i Jacka. Czy Angielka w końcu przestanie bać się żyć a Amerykanin odnajdzie zagubioną wenę twórczą?

Cała nadzieja w Paryżu to powieść autorstwa Deborah McKinlay. Dawno nie czytałam książki, która nosiłaby tak nieadekwatny do treści swej tytuł. Książka, która wydawać by się mogło powinna czytelnika przenosić wprost do romantycznego serca Europy, ma z nim tyle wspólnego, co ja siedząca przed monitorem komputera i pisząca te słowa. Tak jak głównym bohaterom marzy mi się, by tam być. I tyle. Paryża w książce tej po prostu nie ma a tytuł jest jednym wielkim polskim (tyt. oryginalny – That Part Was True) chwytem marketingowym. Nie wspominając o okładce…

Pomijając wprowadzający w błąd tytuł i okładkę, która obiecuje jeszcze więcej, przyznać muszę, że książka Cała nadzieja w Paryżu przyniosła mi sporo czytelniczej przyjemności. To powieść dość lekka, która kryje w sobie kilka trudniejszych tematów, wątków, w której bohaterowie muszą stawiać czoła swoim lękom, ułomnościom, by w końcu zacząć żyć i czerpać z tego życia pełnymi garściami. To książka mądra, której autorka nie uległa pokusie zastosowania wyjść najbardziej efektownych i najbardziej banalnych jednocześnie. Bałam się, że tak niestety być może i bardzo pozytywnie się rozczarowałam.

Co prawda jest pewna iskierka… nadzieja, że kiedyś może nastąpi jakiś lukrowany happy end … ale tego być pewni nie możemy. Kolejnym plusem są bohaterowie wykreowani przez pisarkę. Z przyjemnością czytałam o ich życiu, rozterkach, lękach. Stali się mi bliscy i trudno się mi było z nimi rozstać. Cała nadzieja w Paryżu (pomijając mylący tytuł i słodką okładkę) to powieść mocno kobieca, którą czyta się z przyjemnością. Polecam.

Cała nadzieja w Paryżu, Deborah McKinlay, Wydawnictwo Feeria

Obserwatorka i komentatorka życia. Z pasją o kulturze, podróżach, rodzicielstwie i życiu jako takim. Po ojcu M, po mężu P. Wiecznie zabiegana, nieustannie niewyspana...

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *