kino
Film,  Kultura

Pięćdziesiąt twarzy Greya (2015)

Tak samo jak zastanawiałam się czy przeczytać (a raczej przesłuchać) książkę Pięćdziesiąt twarzy Greya, tak samo myślałam czy obejrzeć jej ekranizację. Wygrała ciekawość … Obejrzałam…

O moich przemyśleniach dotyczących książki Pięćdziesiąt twarzy Greya mogliście przeczytać TU. Moje wrażenia po lekturze nie były zbyt pozytywne… No dobrze, nie były pozytywne w najmniejszym stopniu. Książkę uznałam za naiwną, nudną i tendencyjną. Klasyczny literacki gniot. Niestety i w przypadku filmu nie mogę powiedzieć niczego lepszego.

Historia „związku” Greya i Any jest chyba powszechnie znana. On odnoszący sukcesy biznesmen, ona młodziutka absolwentka literatury angielskiej. On władczy, dominujący i z określonymi preferencjami seksualnymi, ona naiwna i niewinna jak … postać z disnejowskiej opowieści o śpiącej królewnie … Klasyczna bajka o królewiczu i Kopciuszku. Tylko w tym przypadku królewicz ma głębokie problemy emocjonalne (dawne tragiczne przeżycia z dzieciństwa … bla, bla, bla….), a Kopciuszek po tym jak zakochuje się od pierwszego wejrzenia w księciu, wierzy ślepo, że czeka ich świetlana przyszłość, bo przecież ona go zmieni… Godzi się zatem być jego uległą… choć w ostatecznym rozrachunku to się jednak nie godzi … Ot taka niezdecydowana … Na zasadzie chciałabym i boję się … Ehhh…

Nie wiem co gorsze. Książka czy film? Chyba jednak film … Wszystko jest w nim tak absolutnie cukierkowe, naiwne i tendencyjne…. I o ile jeszcze w książce trochę tej erotyki, dla której oszalał świat, było, w ekranizacji pozostaje ona blada, niewyraźna, nijaka … o ewentualnych wątkach sadomasochistycznych (które stały się swoistym novum we współczesnej literaturze) nie wspominając … Aktorzy grający główne role … no cóż … w najmniejszym stopniu mnie nie przekonali. Dla mnie niemal pozbawieni emocji. Ich okazywanie ograniczało się do zagryzania wargi i wstrzymywania oddechu. Grey jak Grey … nie uwiódł mnie … Ana mnie tylko irytowała.

Nie zostałam wstrząśnięta, ani zmieszana. Nie zaparło mi tchu. Nie płakałam, nie rwałam włosów z głowy. Nie spłonęłam rumieńcem. Wynudziłam się zaś niemiłosiernie. Naziewałam i ostatecznie stwierdziłam, że nigdy więcej… Nie jestem przecież masochistką

Obserwatorka i komentatorka życia. Z pasją o kulturze, podróżach, rodzicielstwie i życiu jako takim. Po ojcu M, po mężu P. Wiecznie zabiegana, nieustannie niewyspana...

5 komentarzy

  • Martyna K.

    Książki nie przeczytam, bo po pierwsze tematyka erotyczna to nie moje tematy, a po drugie szkoda mi czasu na trzy tomy. Odnośnie filmu słyszałam, że nic specjalnego, żeby nie powiedzieć, że nic.

  • Sylwia N

    Mamy podobne odczucia…chociaz ja filmu nie obejrzalam calego, nia dalam rady moze sie kiedys “zmusze” zeby nikt nie powiedzial ze nie podoba mi sie bo nie ogladalam. Swoja droga jestem zafascynowana tym, jak TAKA ksiązki i TAKI film moga tak podbijac swiat, jest tyle duzo lepszych erotykow…

  • Agnieszka Watkowska-Dorsz

    Mnie się film podobałał. Co do książki trudno jest mnie się określić, gdyż zwyczajnie nie czytałam. Z tą lekturą jest jak z Harrym Potterem- niedorosłam jeszcze! Owszem przejrzałam, ale jako feministka trafiałam na takie momenty, że w głowie otwierała się zapatka i wręcz wrzeszczała “ODŁÓŻ TO, ZOSTAW”. Może drugą część także przejrzę, zdecyduję , ale to się okaże w “praniu”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *