zupka chińska
Lifestyle

Jak zupka chińska przestała być chińska

Wiedziona zaciekawieniem kliknęłam dziś w obrazek wyświetlający się na stronie głównej popularnej wyszukiwarki, zwanej potocznie Wujkiem Google. Dziś obchodzimy 105 rocznicę urodzin Momofuku Ando. Kim jest ów pan, Japończyk z urodzenia?

Jak wszechwiedząca encyklopedia świata wirtualnego Wikipedia podaje Momofuku Ando jest tym umysłem wielkim, który wymyślił popularne na całym świecie, kochane przez studentów, zabiegane korpoludki, wycieczkowiczów i pospolitych kulinarnych leniuszków zupki błyskawiczne.

Szeroko się uśmiechnęłam

Przyznam szczerze, szeroko się uśmiechnęłam. Zupki błyskawiczne zaczęły pobudzać moją fantazję kulinarną jakieś 18 lat temu. Byłam wówczas na obozie wędrownym w Karkonoszach. Chodziłam po górach, podziwiałam krajobrazy, nawiązywałam nowe znajomości… i właśnie wtedy po raz pierwszy poczułam smak i aromat zupki, której gotować nie trzeba a wystarczy wszystkie składniki razem do kupy… może to nie najlepsze określenie … wrzucić do miseczki lub większego kubka i zalać wrzątkiem.

Pamiętam wieczór wypełniony ukradkowym popijaniem piwnego bursztynu (który zupełnie mi wówczas nie smakował) i delektowaniem się wynalazkiem pełnym błyskawicznego makaronu i glutaminianu sodu a także grą w szachy … tak tak grą w szachy. Pamiętam jak całą grupą zakradaliśmy się w tajemnicy przed wychowawcami do kuchni, która na noc była teoretycznie zamykana, jak gotowaliśmy w czajniku elektrycznym wodę i jak ze śmiechem pałaszowaliśmy coś co z zupą miało tyle wspólnego co nic, a jednak w jakiś magiczny sposób wszystkim smakowało… Lato pełne radości, odcisków paców, spania w schroniskach młodzieżowych, próbowania zbyt gorzkiego wówczas jak dla mnie napoju alkoholowego i zajadania zupek błyskawicznych zwanych przez wszystkich zupkami chińskimi.

Czas mijał. W szachy grać się nie nauczyłam, piwo polubiłam a zupka błyskawiczna od tego momentu zaczęła towarzyszyć mi w radościach i smutkach, stając się swoistym hitem żywieniowym w okresie studiów. Teraz już jej jeść niestety nie mogę i miłością wielką pałam, gdy mijam zakazany rejon w ulubionym markecie … cóż, życie …

Niemniej uśmiech zagościł dziś na mej twarzy. Po pierwsze wywołany wspomnieniem szaleństw z okresu bycia nastolatką a po drugie jak się okazuje zupka chińska wcale chińska nie jest

Obserwatorka i komentatorka życia. Z pasją o kulturze, podróżach, rodzicielstwie i życiu jako takim. Po ojcu M, po mężu P. Wiecznie zabiegana, nieustannie niewyspana...

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *