Open'er Festival
Muzyka

Open’er Festival 2014 – relacja

Niestety Open’er Festival 2014 już za nami.

Przyznam, że każdego roku z niecierpliwością czekam na ogłoszenie listy mających podczas festiwalu wystąpić artystów. Kilka razy udało mi się na festiwalu bawić, lecz ostatnio nie do końca składy odpowiadały moim muzycznym preferencjom. Rezygnowałam zatem z udziału w kolejnych edycjach festiwalu.

Nie mogłam jednak zrezygnować z Open’era w tym roku. Na 3 lipca bowiem zaplanowano występ zespołu, który już od niemal 17 lat pobudza muzyczną stronę mojej duszy. Główną gwiazdą tego dnia miał być Pearl Jam. Poprzedni ich występ na Open’erze przeszedł mi koło nosa. Na szczęście wcześniej miałam okazję widzieć i słuchać ich na żywo w Chorzowie.

Dzięki dobrym duchom ani mnie, ani mojego męża w tym roku na szczęście na Open’erze nie zabrakło. Młodociany członek naszej rodziny został wyekspediowany do dziadków a my pojechaliśmy do Gdyni, by stać się częścią tego niezapomnianego wydarzenia.

Przyznam szczerze, że oprócz Pearl Jam moje muzyczne zainteresowanie wzbudził jedynie występ zespołu Pustki, który miał miejsce na scenie namiotowej.

Jak się okazało ze słyszenia znam też zespół MGMT. Lecz nie dla nich była wyprawa ta. To Pearl Jam był główną gwiazdą i w zasadzie nikt inny mógł już więcej nie występować.

Sam koncert zespołu był wspaniały i zwyczajnie w świecie niezapomniany. Ze sceny emanowała niesamowita energia. Zespół grał niestrudzenie przez niemal dwie godziny. Pojawiły się utwory zarówno z najnowszej płyty Lightning Bolt (koncert był bowiem zaplanowany jako część trasy promującej tę właśnie płytę), jak również z poprzednich krążków zespołu. Fani powinni być zatem w pełni usatysfakcjonowani.

Eddie Vedder niezaprzeczalnie, mimo upływu lat, nie traci nic ze swej charyzmy. Potrafi też w sposób perfekcyjny nawiązać nic porozumienia z publicznością. Wraz z resztą zespołu sprawia, że gdy Pearl Jam jest na scenie, nic innego się nie liczy.

A co oprócz wyczekiwanego koncertu? Po pierwsze wspaniała pogoda. Po drugie mnóstwo emocji wzbudziła instalacja nazwana przez uczestników festiwalu Stóg Stage. Kto nie był, niech żałuje. Po trzecie strona gastronomiczna festiwalu. Każdy mógł znaleźć dla siebie coś odpowiedniego i smacznego zarazem.

Całość oceniam na 5. Jedynie muzeum przyszłości, które funkcjonowało podczas festiwalu oceniam bardzo negatywnie. Eksponowanie tego, co w narodzie najgorsze nie jest dobrym pomysłem podczas tak pozytywnego przedsięwzięcia jak Open’er.

Pod względem organizacyjnym Open’er Festival 2014 okazał się najlepszym Open’erem, w jakim udało mi się uczestniczyć. Nigdzie nie tkwiłam w korkach, ani kolejkach.

A dla tych, którzy nie mogli piwa … a chcieli raczyć się procentami było wino, które z przyjemnością (jak widać na załączonym obrazku) piłam

Ehhh …. zobaczymy co przyniesie przyszłość

Obserwatorka i komentatorka życia. Z pasją o kulturze, podróżach, rodzicielstwie i życiu jako takim. Po ojcu M, po mężu P. Wiecznie zabiegana, nieustannie niewyspana...

8 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *