Dzień z życia blogerki nieidealnej

Dzień z życia blogerki nieidealnej

Ostatnio w sieci można przeczytać ogrom wpisów traktujących o typowym dniu blogera czy freelancera… W sumie dni te są dość podobne i ze wszech miar wręcz idealne. Jawi się w nich człowiek wręcz nadludzki, bloger idealny (pomińmy zaś idealnych freelancerów w tym wpisie), taki, który stawia na organizację dnia codziennego, doskonałą wręcz organizację i ściśle się trzyma wyznaczonego planu dnia. Wstaje o tej samej porze, o określonej godzinie je śniadanie, bloguje w ściśle określonym przedziale czasowym, a nawet pozwala sobie na godzinę spaceru… również w szczegółowo zaplanowanym terminie.

Cóż bloger idealny… już tak ma… Wiadomo też, że tyczy się to głównie tych blogerów, których blogowanie stało się sposobem na zarabianie na chleb i nie tylko.

Nie powiem… podziwiam. Przede wszystkim doskonałą organizację… i samodyscyplinę. Odrobinę zazdroszczę…

A potem sobie myślę, że chyba bym sobie w łeb strzeliła…

Zdecydowanie bym sobie w łeb strzeliła, gdyby mój dzień miał wyglądać w tak idealny, poukładany, zamknięty w sztywnych przegródkach czasowych, dostosowany ściśle, całkowicie podporządkowany pracy, jaką na blogu wykonuję… i w sumie przez to niestety niezmiernie nudny sposób… Wiem, że przy odrobinie szczęścia, wkładając mnóstwo wysiłku, pracy, poświęcając sporo, często mówiąc sobie „coś za coś” blog staje się źródłem dochodu, dla wielu dochodu znacznego, zapewniającego w pełni utrzymanie.

Lecz patrząc na idealny dzień, idealnej blogowej postaci, odnoszę niejakie wrażenie, że dzień jej niczym się w zasadzie nie różni od dnia przeciętnego Kowalskiego zapieprzającego co rano do biura… Ja wiem i wszystko rozumiem, że pasja, że robię to, co lubię, że wykonuję cudowną pracę, która mi daje satysfakcję i owoce w postaci złotych czy euro… lecz z drugiej strony widzę też wpisy na blogach blogerów idealnych o tym, jak to czasem jest im ciężko, jak trudno robić to samo codziennie, jak wszystko obojętnieje i nuży.

Za chwilę też czytam wpisy o tym, jak się jednak przełamać, jak zmotywować do dalszej blogowej pracy, jak nie popadać w marazm i nie łapać doła… I sobie myślę… Cholera… to nie dla mnie…  Nie dla mnie praca biurowa w domu, nie dla mnie całodzienne wyznaczanie sobie granic, pilnowanie się, strofowanie, napominanie i motywowanie… Nie dla mnie siedzenie w domu niemal czas cały, trzymanie się ściśle planu. Nie dla mnie stres, gdy ten poukładany czas, nagle zostaje wystawiony na próbę poprzez zdarzenie losowe, na które wpływu nie mam. Już chyba wolę być blogerką nieidealną, blogerką „niedzielną”, blogującą, gdy ma na to czas… czaaaasssss… siły i ochotę.

A jak wygląda dzień z życia blogerki nieidealnej?

Blogerkę nieidealną budzą rano dzieci… Inaczej dzień spędziłaby w łóżku delektując się czasem dla siebie. Przy małych dzieciach nie jest to jednak możliwe. Choćbym nie wiem jak udawała, że śpię czy jestem martwa… młode postfory wiedzą swoje i wiedzą jak matkę blogerkę z łóżka wyciągnąć.

Blogerka nieidealna je śniadanie… gdy już wstanie… i nakarmi wszystkich swych młodocianych w domu, a czasem i męża… Czasem się zaś zdarza, i to nawet dość często, że to mąż nakarmi i blogerkę i jej i swoje potomstwo. I chwała mu za to.

Następnie następuje część rekreacyjna dnia… Palce zabaw, atrakcje turystyczne w okresie letnim, oglądanie bajek, czytanie książek… Generalnie czas poświęcony rozwojowi dzieci… Jeszcze lat kilka i może w tym czasie i matka blogerka znajdzie czas dla siebie… Nie zapominajmy jednak, że będzie również uczęszczać do placówki wychowawczo-płatniczej dla dorosłych czyli do pracy… Która często wkurza, czasem denerwuje, ale która też jest ciekawa i w sumie światu potrzebna więc sens ma… Hmmm…

Gdzieś w międzyczasie jest obiad i kolejne zabawy. Gdzieś też znajdzie się czas na zakupy, odwiedziny u lekarza czy inne tego typu atrakcje… No i oczywiście ogarnianie domu… A to czas jednak zajmuje.

I tak mija czas dnia typowego… Kurczę… można by rzec, że może i nudnego, lecz zapewniam, że na nudę czasu jednak brak…

A gdy dzieci po dniu całym zalegną w łóżkach, oglądając nocne senne bajki opowiadane przez Morfeusza… wówczas blogerka nieidealna, matka Polka na pełen etat ma chwilę, by poświęcić się blogowi… Napisać coś, wymyślić a może i wywiązać się ze współpracy niejakiej, gdy takowa się akurat trafia… A potem… a potem Wam nie powiem, bo to mój i Wojtka czas 🙂

No cóż dzień z życia blogerki nieidealnej… Jest całkowicie nieidealny, niepoukładany, podporządkowany rodzinie… I niech tak zostanie na razie… Bo da to owoce w przyszłości…

  • Nie wyobrażamy sobie codziennego ściśle określonego planu zadań. Zawsze musi być czas na odpoczynek czy jakieś nie zaplanowane zajęcie. Nie dla nas takie monotonne miesiące 😉

  • Iwona Kmita

    I tak trzymaj idealnie nieidealna blogerko 🙂

  • He he taki dzień mi się podoba 🙂 Jest idealnie nieidealnie!

  • Nie należę do osób, które mają świat ułożony pod linijkę. Blog to dodatek do mojej pracowni i zdarza się, że go mocno zaniedbuje mimo wielu pomysłów, które mam w głowie. Ważniejsza jest rodzina, potem praca 🙂 nie mam zamiaru podporządkować swojego życia pod bloga czyt. nie będę powstrzymywać dziecka przed zjedzeniem kotleta, bo mamusia musi zrobić zdjęcie 😉 🙂 😛
    Zresztą w dobie kultu organizacji każdej sfery życia wypadam blado. A przecież pracuję w domu i teoretycznie powinnam mieć w 1000% wszystko zaplanowane. ZONK! nic bardziej mylnego. Mam porządek w zamówieniach, ale reszta to artystyczny nieład, interwał twórczy 😉 i bardzo dobrze mi z tym. Gdybym wszystko robiła z zegarkiem w ręku, równie dobrze mogłabym być w korpo, a od tego uciekłam.

    Także kochana, przyznaję szczerze jestem nieidealną blogerką, bizneswoman, matką etc. Po prostu jestem doba 🙂

    A Ty, trzymaj się swego i rób dalej to co robisz w ten sam sposób. Jest moc ?

  • Natalia Jaranowska

    „a nawet pozwala sobie na godzinę spaceru… również w szczegółowo zaplanowanym terminie.” to już by mnie zabiło 🙂

  • Moj zastanawiająco podobnie wyglada do Twojego. Dodam tylko, ze całe szczęście, ze W. Szykuje obiady i tym nie muszę się przejmować:)

  • U mnie wygląda podobnie. Właściwie poranki mam tylko idealnie zaplanowane, bo nie mam w zwyczaju spóźniać się do pracy ;).

  • No cóż, brzmi bardzo prawdopodobnie, chociaż moje dziecko dopiero w drodze, więc chyba jeszcze wypowiedzieć się nie mogę. 🙂

    Kiedy blogowanie staje się pełno etetowym zawodem autor sprzedaje swoim czytelnikom produkt – swoje idealne życie. Wymuskane zdjęcia idealnie czystego mieszkanie, pełny makijaż podczas sesji zdjęciowej z owsianką itd. Za takim „imidżem” idzie jakby automatycznie idealny grafik, w którym nie ma miejsca na problemy zwykłych śmiertelników ani tłuste włosy. Biznes musi się kręcić a ludzie lubią czytać o perfekcyjnym życiu.

  • Ja tam lubię mieć wszystko zaplanowane, wtedy jest łatwiej i ma się wrażenie, że czasu jest więcej na wszystko. Oczywiście zdarzają się dni kiedy się człowiek rozleniwia i od rana jest spontan. Jest wtedy trochę urozmaicenia. Ja podziwiam tylko matki blogerki, zwłaszcza te które mają więcej niż jedno dziecko, że tak fajnie to wszystko ogarniają.

  • Milena Bałazy

    Mój dzień jest hmm… raczej poukładany, ale zdarzają się spontaniczne wypady za miasto 🙂

  • Z dziećmi nie da się nudzić:)

  • Chyba każdy bloger, który się szanuje musi dojśc do takich wniosków – i to sam. Ja przez wakacje zdecydowanie mniej siedze na blogach, ale ma to też swoje dobre strony. Na przykład takie, że odsuwam ten czas, kiedy już na dobre od bloga sfiksuję 😀

  • Asia – Matka w Kratkę

    Łączę się z Tobą, blogerko nieidealna, aktywna w czasie wieczornym, kiedy dzieci zasną:) Takie z nas ćmy/sowy blogerskie – do wyboru, do koloru!

  • Blogerki nieidealne łączmy się 😀 :). Bardzo fajnie było przeczytać taki wpis i uświadomić sobie przy okazji, że nie jestem sama tak nieidealna :). Pozdrawiam dziękuję za udział w linkowym party i zapraszam na kolejne już w piątek 🙂

  • Wydaję mi się, że większość tych osób wcale nie ma tak poukładanego wspaniale dnia. W większości przypadków, to po prostu zwykły zabieg marketingowy.

    Jednak mam tak samy jak Ty. Gdyby mój dzień miał być tak zaplanowany od A do Z, to chyba nie chciałoby mi się wstawać z łóżka (jak to miało miejsce 8 lat temu kiedy pracowałem na przeróżnych słabo płatnych stanowiskach). I moje życie by mnie po prostu zanudziło na śmierć.

    Też czasami zazdroszczę im konsekwencji w działaniu, jednak pisanie bloga już od samego początku, z zamiarem zarabiania na nim, musi być niezwykle męczące i frustrujące.

    Ja mam kilka małych pasji i z jednych z nich, zupełnie przez przypadek zacząłem zarabiać, a być może zwiąże z nią swoją przyszłość i będzie dla mnie to jedyne źródło dochodu. Jednak nic nie robiłem na siłę i dzięki temu, po roku, dalej sprawia mi to ogromną radość. I moim zdaniem jest to lepsza droga.

    Pozdrawiam serdecznie

  • Mój dzień jest rownież mocno zakręcony 🙂 Dla mnie nie ma idealnego planowania i samodyscyplina nic nie pomoże przy dzieciach 🙂 Ja jestem blogująca mama i prawnikiem. Jestem też żona, przyjaciółka i córka 🙂 I wiele tych roli jeszcze spełniam a przecież jeszcze chciałabym mieć czas dla siebie 🙂 Jest wesoło, dlatego postanowiłam wrzucic na luz i odnalazlam sie swietnie w życiu w stylu slow 🙂

  • Kolejna kobieta orkiestra 🙂
    Wariatkowo od rana do wieczora. U mnie mniej więcej to samo! 🙂

  • Fajnie napisane 😀 Po przeczytaniu wielu wpisów właśnie z tej serii, dobrze jest przeczytać coś po prostu normalnego 🙂