Drugie dziecko. Czy jest się czego bać?

Jak ten czas szybko leci. Nie tak dawno pisałam, że druga ciąża to zupełnie inna ciąża, a już od ponad trzech miesięcy jestem mamą mego drugiego synka. I muszę i tym razem przyznać, że ten drugi raz jest zupełnie innym razem. Tak jak druga ciąża okazała się zupełnie inna od tej pierwszej, tak zostanie po raz drugi mamą było kompletnie odmiennym przeżyciem, niż za pierwszym razem.

Już od samego początku było inaczej. Trzy tygodnie przed planowanym terminem rozwiązania, w czasie nieobecności mojej ginekolog w mieście, udałam się do szpitala na badanie ktg i sprawdzenie przepływów. Niestety druga ciąża nie była łatwa i sporo było w niej problemów. Gdy trafiłam do szpitala o godzinie 9 rano, już go nie opuściłam. O 14 zostałam mamą podwójną. Pocięli mnie i wyciągnęli kruchego człowieka z niesprzyjających ciążowych warunków. Tym razem nie miało być cesarskiego cięcia… Cóż… Czasem nie mamy na pewne rzeczy wpływu. I… pocięli mnie po raz kolejny. Po raz kolejny jestem też wdzięczna za to pocięcie, bo jakoś sobie nie wyobrażam, że ten ważący ledwie 2 kg człowieczek miałby sam przeciskać się na świat.

Mamą po raz pierwszy.

Kiedy po raz pierwszy zostałam mamą, zwyczajnie w świecie byłam przerażona. Już w szpitalu, gdy doszłam do siebie po cięciu cesarskim, byłam kłębkiem nerwów. Nie potrafiłam zostawić Janka na chwilę, by choćby wziąć prysznic. Nie potrafiłam odpoczywać. Miałam wrażenie, że czas gdzieś ucieka mi między palcami a jak żyję jedynie opieką nad noworodkiem. Dzień mieszał się z nocą a ja miałam wrażenie, że szpitala nigdy nie opuszczę. Nie inaczej było po powrocie do domu. Byłam przestraszona, oszołomiona i zupełnie oderwana od rzeczywistości. Liczył się tylko nowonarodzony i jego potrzeby. Wszystko i wszyscy schodzili na dalszy plan. Tylko dzięki mężowi cokolwiek jadłam. Sama nie byłam w stanie przygotować i spożyć śniadania, o obiedzie dla rodziny nie wspominając. Bałam się o wszystko. Przerażało mnie ubieranie dziecka, zmiana mu pieluszki a kąpiel była wręcz niewykonalnym zadaniem. Oczywiście wszystko to robiłam, nawet dobrze mi szło, ale byłam po prostu przerażona. Wszystkie czynności urastały do niebotycznych rozmiarów wyzwań. A ja w dodatku ani przez chwilę nie pomyślałam o sobie dobrze, z dumą, że coś dobrze zrobiłam, że pokonałam strach. Baby blues wisiał w powietrzu. Łzy synka wywoływały moje. A gdy przyszły kolki myślałam początkowo, że zwyczajnie sfiksuję. Z czasem było coraz lepiej, a ja powoli łapałam dystans. Niemniej był to proces powolny i bardzo wyczerpujący.

Druga ciąża, drugie dziecko, druga szansa.

Kiedy po raz kolejny zaszłam w ciążę, obawiałam się, że scenariusz się powtórzy. Życie jednak zweryfikowało moje obawy. Okazało się, że jestem mamą doświadczoną i nie taki diabeł straszny … znaczy noworodek… jak go malują. Od samego początku wiedziałam dokładnie co i jak. Wbrew obawom niczego nie zapomniałam. Byłam pewna siebie i opanowana. Ani mnie nie przestraszyło cesarskie cięcie ani ten maluch, wyjątkowo malutki, który od 20 listopada stał się zupełnie osobną istotą. Bez zająknięcia zmieniałam pieluchy, przebierałam Filipa. Kikut pępowinowy był normą a przystawianie malucha do piersi, co nie jest łatwe po cesarskim cięciu, banalne. A czas tym razem spowolnił swój bieg. Miałam czas na wszystko. Usypiałam synka i wychodziłam wziąć prysznic. Gdy dziewczyny z pokoju, inne matki wychodziły w tym samym celu a ich dzieci się budziły, ja się maluchami bez obaw zajmowałam. Przytuliłam, utuliłam do snu. Wszystko ogarniałam w tempie ekspresowym. Podczas pięciodniowego pobytu udało mi się nawet przeczytać dwie książki. No i kiedy lekarze powiedzieli, że nie wyjdziemy w terminie, tylko musimy pozostać dłużej w szpitalu nawet łza mi się w oku nie zakręciła. Usłyszałam wówczas od dziewczyny z pokoju, że ona w tym momencie zaczęłaby ryczeć. A ja nic… Tylko lekarzy pilnowałam, by badania robili jak najszybciej.

D jak doświadczenie.

Gdy wróciliśmy do domu sytuacja się nie zmieniła… Nagle okazało się, że jestem mamą, która sobie radzi i się już nie boi. Macierzyństwo nabrało barw i przyznam, że z tej drugiej szansy na bycie mamą czerpię o wiele więcej radości, bo to radość wypełniona większym spokojem. Szkoda, że nie było we mnie go wcześniej. Zarówno ja, Janek jak i mój mąż, by na tym skorzystali. Cóż… tak to już chyba jest w życiu… Filip zabiera mnóstwo czasu, wręcz go wypełnia. Nie ma jednak problemu, no chyba że płacze nieustannie, by zająć się domem czy sobą. Nawet pozostaje trochę czasu na Krzywą Prostą. I jestem z siebie dumna. Niby wszystko wygląda jak za pierwszym razem, a jednak jest zupełnie inaczej, bo ja jestem zupełnie inną mamą, bardziej opanowaną, pewną siebie. Doświadczenie robi swoje. I raczej nie chodzi tu o opanowanie czynności wykonywanych przy dziecku a raczej o świadomość, że nie jest to ani straszne, ani szczególnie trudne i musiałabym się bardzo natrudzić, by maluchowi zrobić krzywdę, ma ogromne znaczenie.

Jeśli jesteś mamą po raz kolejny, wiesz zapewne o czym mówię. Jeśli zostajesz nią po raz pierwszy, po prostu zajmuj się swoim dzieckiem. Nie ma się czego bać. Wszystko będzie dobrze i z pewnością sobie poradzisz… I ciesz się z bycia mamą.

Może zainteresuje Cię również:

  • Pamiętam, że gdy po raz pierwszy zostałam mamą, bardzo zazdrościłam innym mamom luzu, spokoju i pewności w działaniu. Wydawało mi się, że wszystko, co robię, jest jakąś marną, nieudolną próbą. Z czasem to się zmieniło i kiedy zostałam mamą po raz drugi, choć nie obyło się bez pewnych zaskoczeń i całkiem nowych doświadczeń, to miałam już ten luz, spokój i pewność.

  • Katarzyna Nowak

    Przeraził mnie Twój wpis trochę, choć dzieci się nie boję. Wiem, że nie będzie łatwo, gdy w końcu mój upragniony maluch przyjdzie na świat (od kilku miesięcy z mężem staramy się o dzidziusia), ale miałam w życiu dużo do czynienia z dzieciakami, więc mam nadzieję, że to “obycie” trochę mi pomoże 🙂 Dobrze, że miałaś męża, wsparcie bliskich w ciężkich chwilach to podstawa.

  • Moja pierwsza ciąża to też strach, też to poczucie bycia do niczego, druga bardziej świadoma, wszystko było takie proste, aż żal, że tak szybko minęło 😞 teraz moje dwie urwiski wypełniają każdy dzień po brzegi i nie chce żeby było inaczej, bo bez nich nie byłabym taką mamą jak teraz jestem ❤💙💚💛💜💝

  • Niedługo zostanę mamą po raz pierwszy i powiem szczerze, że na razie nie mam żadnego stresa. Wiem, że to wygląda zupełnie inaczej, kiedy się stanie przed faktem, nie staram się mądrować, bo pewnie przez pierwszy miesiąc oka nie zmrużę 🙂 Jak na razie nie mogę się doczekać aż zobaczę synka 🙂

  • Kochana! Cieszę się, że tak Ci się to poukładało. Co prawda zostanę mamą pierwszy raz, ale czytając ten post mam podobne obawy. Na razie jestem spokojna, porodu się nie boję, bo to tylko ból, a jego ogromne ilości towarzyszyły mi ostatnie 5 lat. Za to lubię być przygotowana i perfekcyjna i to z tym będę walczyć by nie bać się że nie dam rady karmić piersią czy wykąpać maleństwa. Choć i to po rozmowach z bliskimi mniej mnie przeraża. Teraz jestem na etapie strachu o kompetencje personelu szpitala. Tutaj nic nie zależy ode mnie, muszę się zdać na kogoś innego i to stresuje najbardziej. Mimo tego nadal jestem dobrej myśli 🙂 pozdrawiam cieplutko 🙂

  • naczytane.blog.pl

    Teraz z doskoku zajmuję się od pierwszych dni chrześniakiem narzeczonego i mam nadzieję, że to doświadczenie sprawi, że jak się doczekam własnych dzieci to nie będę się bała 🙂
    Gratuluję obu synków :*

  • W ostatnim czasie targają mną ogromne wątpliwości, czy powinniśmy decydować się na drugie dziecko. Nie wspominam szczególnie miło pierwszej ciąży, a pierwsze trzy miesiące z dzieckiem chciałabym zupełnie wyciąć z życiorysu, taki to był koszmar. Trochę mnie pocieszyłaś, że jednak za drugim razem doświadczenie się przydaje, że jest już trochę inaczej – łatwiej, lżej.

    Nie wiem, jak u Ciebie wyglądają sprawy domowe, ale u nas zostawałabym z dwójką dzieci sama, mąż pracuje 45km stąd 6-7 dni w tygodniu i na razie ciężko jest mi sobie wyobrazić, że tym razem będzie inaczej – że znajdę czas na śniadanie i prysznic, biorąc pod uwagę, że byłaby to nie tylko jedna żywiołowa Zośka, ale także druga istota.

    Jak będzie – zobaczymy, póki co się waham.

    • Miałam również ogromne wątpliwości. I nie żałuję w żadnym razie decyzji o przyjściu Filipa na świat. Cieszę się jednak, że zdecydowaliśmy się na drugie dziecko trochę później niż wcześniej planowaliśmy. Dzięki temu kolejna ciąża i narodziny nowego członka rodziny przypadły na okres przedszkolny Jana. Dzięki temu większość tygodnia jest w domu jedno dziecko. Mam też szczęście, bo mój mąż pracuje w trybie 24/48 h. Dzięki temu sporo czasu spędza w domu. Gdy całą dobę spędzam z moimi synami sama czasami jest ciężko, ale i tak mam wrażenie, że o wiele lżej niż kiedy po raz pierwszy zostałam mamą i zostawałam w domu sama z pierworodnym. Może to też kwestia tego, że Filip jest znacznie spokojniejszym dzieckiem. Jan był potwornie marudny i płaczliwy.

      Musicie wszystko dokładnie przemyśleć. Ja sama jestem jedynaczką… i zawsze marzyłam o tym, by mieć brata… oczywiście starszego 😀

  • Jestem ciekawa jak to będzie u mnie za drugim razem. O ile będzie ten drugi raz 😉

  • MamaSpace

    Z drugim dzieckiem jest o wiele łatwiej! Chyba, że… pierwsze było spokojne, to drugie bywa zupełnym przeciwieństwem 🙂 tak mówią, ale trzeba to sprawdzić samemu. Myślę, że mimo nieprzespanych nocy warto!

  • Z drugiem przede wszystkim jest naprawdę fajnie:) Nie powiem, że łatwo, nie powiem, że zawsze różowo, ale na pewno jest radośnie. A więź między rodzeństwem potrafi wzruszyć do łez:) Tego nie da się zastąpić! Z czasem człowiek się przyzwyczai i nauczy nowego systemu funkcjonowania:) Ja sama mam trojkę, babcie poza zasięgiem i Męża, który wyjeżdża często i na długo i daję radę i nie żałuję, choć czasem sił juz brak…Dla mnie najważniejsze jest moje pozytywne nastawienie do wysiłku i dbanie o czas dla siebie…Wszystkim Mamom życzę powodzenia!

  • Moja mama miała zupełnie inne odczucia jak urodził się mój brat:) Mówiła, że uczyła się wszystkiego od nowa- był zupełnie inny niż ja 🙂 Ale jak wiadomo każde dziecko jest inne i nie ma co się stresować 🙂

  • U nas rodzice nie mieli takich dylematów, ponieważ od razu musieli nauczyć się ,obsługi” dwóch różnych małych istot 😉 Co do podwójnego macierzyństwa, z pewnością jest inne, ale równie piękne.