Blog czy słup reklamowy?

Blog czy słup reklamowy?

Ostatnio wędrując po różnych obszarach blogosfery, odwiedzając kolejne blogi, obserwuję pogłębiającą się ich komercjalizację. Coraz więcej blogów, blogerów – ich autorów podejmuje współpracę, odpłatną zresztą, z różnymi firmami czy agencjami. Samo w sobie nie jest to karygodne, nawet odrobinę niewłaściwe czy dziwne. Co więcej sama również kilka takich odpłatnych współprac mam za sobą i liczę, że tendencja się utrzyma. Niemniej…

Niemniej zatrważa mnie skala komercjalizacji jakiej ulega wiele, zwłaszcza tych już coraz bardziej rozpoznawalnych blogów. I zastanawiam się czy dany blog to nadal blog, miejsce subiektywnej wypowiedzi niezależnego, internetowego twórcy, bo właśnie dla mnie kimś takim powinien być bloger, czy jednak blog staje się miejscem, gdzie spotkam się jedynie z wszechogarniającą reklamą, w dodatku w wielu przypadkach, i mam wrażenie, że jest to tendencja wzrostowa, udającą, że tą reklamą nie jest, a to uważam już co najmniej za paskudne kłamstwo ze strony blogera. Skala zjawiska jest spora i postępuje. I żal mi często, bo miejsca, które kiedyś były moją ulubioną przestrzenią czytelniczą w internecie, stały się wyłącznie niekończącą się przerwą reklamową.

Wchodzę pewnego pięknego dnia na blog poczytny parentingowy. Widzę wpis o tym jak dziecko ubierać do przedszkola. Myślę… ciekawe, zajrzę. Wszak dzieć mój w wieku przedszkolnym, może się matka czegoś niebanalnego dowie. Wchodzę. A tam… jedyna słuszna marka, która dziecia do przedszkola dobrze ubierze. W dodatku w tekście można wyczytać cudne kfiatki w co to dziecko można by ubrać do przedszkola. Patrzę dalej… Piękne miejsce opisane. Oglądam, czytam… wpis wybitnie jakby reklamowy… No już takiego zachwytu to ja bez zachęty w internetach nie widziałam. Nie widzę jednak jakiegokolwiek oznaczenia, że mówimy o współpracy… tudzież reklamie. Niemniej sprawa bardzo dla mnie podejrzana i czuję się jakby oszukana. Mogę się mylić… Przyznaję, mogę być w błędzie … lecz biorąc pod uwagę ilość wpisów sponsorowanych pojawiających się na tym blogu… wybaczcie… mogę mieć wątpliwości. Cóż zatem robię? Zamykam stronę… I może już nigdy tam nie wrócę…

Wchodzę na inny już rozpoznawalny w sieci blog. I cóż czytam?

„Marka xyz poprosiła mnie o przetestowanie takiego i takiego produktu.”

Kolejny wpis na stronie…

„firma zyx przysłała mi do sprawdzenia…”.

I tak kolejny… i kolejny… i kolejny… Cóż robię? Zamykam stronę… Tu nie wrócę już nigdy.

I takich miejsc jest coraz więcej. Na blogach tych nie widzę już wpisów, które bloger wymyśliłby sam, zainspirowany otaczającą rzeczywistością. To wszechobecne testy produktów otrzymanych od firm i agencji. To morze ochów i achów, całe oceany lukru i miodu. Aż się niedobrze robi. A wszelki tekst dookoła to wyłącznie zasłona dymna, by udawać, że to nie jest wyłącznie reklama a bloger ma jeszcze coś do powiedzenia, gdy tak naprawdę nie mówi już nic… nic od siebie.

Nie lubię być też w blogosferze oszukiwana. Czytam piękny tytuł… Niezbędnik blogera. Myślę… Zajrzę. Blogerka ma o wiele większe doświadczenie w blogowaniu ode mnie. Nauczę się czegoś nowego… Wchodzę… I widzę ślicznie napisaną reklamę nowiutkiego sprzętu… który z prawdziwym niezbędnikiem blogera ma naprawdę niewiele wspólnego… Cóż robię… Zamykam stronę…

Nie mam nic przeciwko reklamie. Niemniej blog, który może pochwalić się wyłączenie wpisami sponsorowanymi, często nawet nieoznaczonymi, to dla mnie zwyczajny słup reklamowy. Gdybym chciała oglądać reklamy to bym sobie telewizor włączyła. A wiecie co robię, gdy w telewizji zaczyna się blok reklamowy? Zmieniam kanał. Gdy widzę blog słup, wyłączam stronę i do bloga słupa już nie wracam…

A jak na Was działają blogi – słupy reklamowe? Wybaczacie pamiętając o dawnych, dobrych czasach? A może jesteście bezlitośni?

Może zainteresuje Cię również:

  • Mam podobne odczucia. Nie ma nic złego we współpracach, ale pewna granica coraz częściej zostaje przekroczona.

    • Niestety tak jest i ja zbyt często się nacinam na blogach, które do niedawna lubiłam i czytałam. I zwyczajnie zaczyna mnie od nich odrzucać.

  • Jeśli reklama pojawia się od czasu do czasu, od razu jest powiedziane, że wpis powstał we współpracy z kimś, a temat mnie interesuje – nie mam oporów i czytam. Ale jest jeden fitblog, który przestał obserwować, bo po kilku latach widać, że dziewczyna się wypaliła, zamiast tego, co zwykle pisała, pojawiały się wyłącznie posty reklamowe, jako profity z ogromnej ilości obserwujących. Otrzymywanie książek do recenzji uważasz za komercjalizację? Przy pisaniu recenzji uwzględniam emocje, które towarzyszą mi podczas czytania i bez znaczenia jest źródło pochodzenia książki. Ale w tym temacie może nie jestem obiektywna 😉

    • Może i ja nie jestem obiektywna, ale nie, współpracę z wydawnictwami czy kulturalnymi portalami i w ramach niej otrzymywanie książek czy filmów, nie uważam za komercjalizację. To jednak zupełnie inny wymiar współpracy. Tu nie ma mowy o reklamie w ścisłym tego słowa znaczeniu. Ale… nie znoszę sztucznego cukrzenia w recenzjach, gdy książka jest po prostu gniotem. To od razu dyskredytuje blogera jako recenzenta.

  • Podjęłaś bardzo trudny temat. Każdy bloger marzy o tym, by zarabiać na blogu i jednocześnie prowadzić niezależną stronę. Coś jak mieć ciastko i zjeść ciastko Oprócz oczywistego rozwiązania, czyli mieć na wstępie daw ciastka, bardzo trudno o złoty środek. Moim zdaniem kluczem jest to co napisałaś – umiar i szczerość. Nie przeszkadzają mi wpisy sponsorowane o ile niosą same w sobie jakąś treść i jestem ostrzeżona, że to wpis sponsorowany. Ostatecznie prowadzenie bloga zajmuje czas a czasem i pieniądza na inwestycję w szablon, domenę, reklamę itd. Trzeba mieć to na uwadze krytykując zarabiających blogerów.

    • Ale tu nie chodzi o początkujących blogerów, tylko o osoby, które dyktują trendy i są ,,na topie”. Poza tym to nie krytyka, tylko realne spojrzenie na sprawę 🙂 Myślę, że czułabyś się niekomfortowo, gdybyś sama nie oznaczyła wpisu sponsorowanego?

      • Oczywiście, że czułabym się niekomfortowo. Przecież napisałam to wyraźnie w komentarzu „Nie przeszkadzają mi wpisy sponsorowane o ile niosą same w sobie jakąś treść i jestem ostrzeżona, że to wpis sponsorowany. „

    • Samo w sobie zarabianie na blogu, pisanie tekstów w ramach współprac jest jak najbardziej ok. Ważny jest, jak piszesz, złoty środek. Niektórzy albo go gdzieś już stracili z widoku, albo mają po prostu w nosie. Ja w każdym razie przestaję obserwować i czytać takie słupy z reklamami.

  • Nie czytuję blogów, na których motyw przewodni to wpisy sponsorowane. Wybaczcie, ale według prawa, blogi podlegają prawu prasowemu i każdy, dosłownie KAŻDY wpis sponsorowany powinien być oznaczony jako sponsorowany. Czytelnik ma prawo wiedzieć co czyta. Super, że coś tam zarabiają. Fajnie jeśli są to 2 wpisy w miesiącu. Ale jeśli pojawiają się co tydzień, a w ciagu tygodnia na blogu ląduje jeden tekst, to ja nie mam tam czego szukać.

  • Też mnie denerwują i zwyczajnie takich blogów nie czytam. Myślę, że Ci „mniejsi” blogerzy powinni uczyć się kultury reklamy od największych. Bo przykładowo wpisy sponsorowane u Fashionelki w ogóle mi nie przeszkadzają, a jest ich sporo. Rozumiem, że ktoś żyje z bloga, ale chcę zawsze wiedzieć, że dany post jest sponsorowany i niech sponsorowany będzie powiedzmy co kilka normalnych postów, a nie każdy.

    • No właśnie. Gdy każdy wpis to reklama, mówię stanowcze nie. W samej reklamie, oznaczonej nie ma nic złego. Niestety reklamowe grzeszki nie omijają i tych bardziej znanych blogerów.

    • Dziewczyny, ale jak Wy poznajecie te wpisy sponsorowane u Fashionelki? Bo przykładowo kliknęłam właśnie w dwa wpisy – w jednym reklamuje żelazko, ale nigdzie nie widzę, żeby to było oznaczone jako jakakolwiek współpraca. A drugi dotyczy poncz i jest pełen linków afiliacyjnych, ale również nie mogę się doszukać tego we wpisie czy tagach…

      • Najnowszy wpis chociażby ma oznaczenie na końcu, jak każdy sponsorowany. Nie spotkałam się u Fash z wpisem, który nie byłby oznaczony jako sponsorowany.

        • Faktycznie ten ma wzmiankę. Ale np. ten: http://fashionelka.pl/blogerskie-trendy-ponczo/ już nie, a większość (wszystkie?) linków to linki afiliacyjne. Afiliacja to przecież też współpraca, bo bloger w końcu otrzymuje za nią wynagrodzenie.

          • Zapytam – i co z tego, że dostaje kasę za to co robi? Wpis jest nie o reklamach i „oznaczona/nie oznaczona”, ale o przesadzie z reklamami. Problem jest w tym, że są blogi, które piszą o jednym, lubimy je, a potem reklama za reklamą. Nie ma znaczenia, że na blogu są reklamy lub linki, pod warunkiem, że wciąż chce się czytać. Ja od kilku lat nie oglądam Polsatu, bo nie daję rady z ilością reklam jakie tam dają. Poza tym, wpisy z linkami afiliacyjnymi ciężko nazwać „sponsorowanymi”, zwłaszcza, że zarobek jest za zakup, a nie za informację lub kliknięcie.

          • Dla mnie nic – chciałam tylko podpatrzeć, jak są oznaczane współprace u blogerek, które są za to ich oznaczanie chwalone. Nie mogłam znaleźć, więc zadałam pytanie 😛

        • A! Właśnie doczytałam w stopce całego bloga, że „część linków na blogu to linki afiliacyjne” 🙂

  • Szczerze mówiąc, mamy takie blogi, które czytamy z przyzwyczajenia, przerywamy, bo reklama reklamę goni. Po jakimś czasie niektórzy się opamiętują, inni już nie. Nie lubimy takiego czegoś, zwłaszcza jak nieoznaczone. W reklamie nie ma nic złego. Czasem jednak jest tak, że większość wpisu jest skopiowana lub przepisana z ulotki, czy skądinąd.

    • No niestety. Ja takie blogi porzucam i po prostu o nich zapominam. Blogosfera jest pełna ciekawych treści i to właśnie im wolę poświęcić swój cenny czas.

  • Gdy czytam Twój tekst od razu myślę o blogach kosmetycznych, gdzie recenzja goni recenzję. Taki jest cel tych blogów – pisać o kosmetykach, wyrażać opinie o nich. I ja to rozumiem. Ale gdy czytam 1,2,3 recenzję i każdy kosmetyk opisany jest niemal tak samo, każdy tak samo zachwycający i wart polecenia i nie widzę w tych opisach prawdziwych emocji, to rezygnuję z ponownego odwiedzenia tej witryny. Współpraca reklamowa – tak, jak najbardziej, też jestem chętna. Ale tylko w zgodzie z moimi odczuciami, nawet jeśli uznam, że coś nie do konca jest fajne, to o tym napiszę. Chcę być obiektywna. Wyrażać szczere opinie, a nie przepisywać teksty PR 🙂

    • Masz 100% racji. Nieszczerość, sztuczne słodzenie zupełnie mnie do danego bloga zniechęcają. Mam wrażenie, że czytam ulotkę reklamową, oglądam reklamę… a nie o to przecież chodzi. Ile zostaje z blogera w takim blogerze?

  • A mnie drażni ilość reklam u Fash i to że mimo że jest info że to reklama to udaje się że jest ukryta

  • Zazwyczaj przestaję obserwować blogi, które przemieniły się w słupy reklamowe. Może i na początku były świetnie prowadzone, a wpisy były ciekawe. Jednak nie mam zamiaru czytać samych reklam, wolę coś ambitniejszego 🙂

    • Mam dokładnie tak samo. I zupełnie nie rozumiem, dlaczego inni czytelnicy jednak zostają i czytają, czytają tę niekończącą się przerwę na reklamę.

  • Czytałam o tym gdzieś w sieci. Potem natknęłam się na wypowiedź radcy prawnego w komentarzu postu z wpisem sponsorowanym na jednym z blogów. W konsekwencji sama spytałam znajomego prawnika jak to wygląda. Blogi podlegają prawu prasowemu. Dodatkowo każdy blog powinien zostać zgłoszony jako prasa do Sadu Najwyższego, celem rejestracji.
    Nie każdy blog jest uznawany przez Sąd Najwyższy jako prasa. Więc jeśli komuś nie zależy na tym tytule to nic nie traci. Ale zgłosić trzeba każda stronę internetową, na której się coś publikuje.

    • Sorry, ale to bzdura. A ze zgłaszaniem każdej strony, na której się coś publikuje to już bzdura totalna. Bloger nie jest dziennikarzem, blog nie podlega prawu prasowemu, nie wprowadzaj ludzi w błąd. Każda opinia prawnika musi opierać się na ustawie. Nie ma takiej ustawy, na podstawie której Twój prawnik mógłby wydać taką opinię w odniesieniu do bloga i blogera. Albo to wymyśliłaś, albo zostałaś wprowadzona w błąd.

      • „Albo to wymyśliłaś” – jaki miałabym cel w wymyślaniu i puszczaniu w świat takiej historii?
        Napisałam to, co wiem. A powołując się na pewne źródło prawnika, którego znam, mam wrażenie, że nie może to być bzdura. Nie bronię się przed tym zdaniem rękami i nogami ale…
        Nie musisz być dziennikarzem, żeby podlegać prawu prasowemu. Prawu prasowemu podlega strona internetowa na której regularnie pojawiają się treści. Ok. Mogę się mylić. Ale, o pierwsze, czytałam zarówno o prawie prasowym jak i rejestracji bloga, przy okazji różnych pytań innych blogerów i wzmiankę o tym, że blogi podlegają prawu prasowemu w komentarzu u jednego z nich, z ust radcy prawnego (podobno, o ile można mieć pewność kto kim w internecie jest). I tylko dlatego konsultowałam są z prawnikiem, żeby mieć pojęcie co i jak.
        Trochę się zapędzasz w swoich ocenach mnie. Spokojnie możesz sobie wygooglować „blog a prawo prasowe” czy „konieczność rejestracji bloga w Sądzie Najwyższym”. Chyba, że jesteś prawnikiem, radcą lub sędzia i ustawy masz w małym palcu (ja nie, nie pamiętam więc do których ustaw odnosi się to postanowienie), to się wycofuję. Nie będę Asi zaśmiecać dyskusji linkami.
        A jeśli chcesz o tym dalej podyskutować, zapraszam na priv.

  • To ja nie mam nic przeciwko wpisom sponsorowanym, o ile wszystkie są w czytelny sposób oznaczone. Oczywiście bez przesady – jeżeli 90% wpisów to współpraca, to dla mnie jest coś nie tak. Ale jeżeli pojawiają się one co jakiś czas i są w fajny sposób zrealizowane (z zachowaniem osobowości blogera, napisane jego normalny stylem itp) to dla mnie wszystko jest okej 🙂
    Z kolei jeżeli coś czytam i czuję, że to reklama, a jest nieoznaczona, to cóż – nie wracam.

    • Najgorsza jest ta reklama nieoznakowana. Po prostu ręce mi opadają i czuję się zwyczajnie oszukiwana. Tracę do blogera wszelkie zaufanie i szacunek. Niestety spotkałam się z naciskami ze strony agencji, by wpisy czysto reklamowe nie były jednak w ten sposób, a właściwie jakikolwiek sposób to sugerujący, oznaczone. Dla mnie w takich wypadkach jakakolwiek współpraca z taką agencją/firmą odpada. Czytelnicy są ważniejsi.

      • I bardzo dobrze, że postawiłaś na czytelników 😉

  • Odpowiedziałam Ci w komentarzu, że takie informacje otrzymałam od prawnika, osoby po studiach, aplikacji i z wieloletnią praktyką. Postaw się na moim miejscu, na chwilę. Czytasz o tym gdzieś tam w sieci, potem trafiasz na zagorzałą dyskusję, w której radca prawny informuje iż cyt. „każdy blog jest objęty prawem prasowym”. Z ciekawości dopytujesz o to osobę, która jest prawnikiem, która się zna na przepisach, kodeksach i całej reszcie (ja się nie znam) i otrzymujesz informację potwierdzająca. Co sobie myślisz? Że to prawda. Nie zakładasz, że prawnik wciska Ci kit czy się na tym nie zna. Nawet przez myśl Ci to nie przechodzi. Co dalej? Piszesz o tym pewna, że tak jest. I w pewnym momencie pojawia się osoba, która jest innego zdania.

    Oparłam swoją wypowiedz o zapewnienie prawnika, osoby, która się na tym zna. Nie wymyśliłam sobie tego, bo niby jaki miałabym w tym cel? Moim hobby nie jest wypisywanie durnot i wprowadzanie ludzi w błąd. Do treści, które można znaleźć w sieci, podchodzę z dużym dystansem i nie wierzę we wszystko ślepo, jak dziecko we mgle. Dlatego też nie linkuję tego, co jest w internecie. To może sobie wygooglować każdy. Odniosłam się do informacji, którą uzyskałam od osoby znającej się na przepisach.

    Mam nieodparte wrażenie, że na samym początku założyłaś, iż sobie to wymyśliłam. Niestety, nie jest tak. Nie mam takich celów życiowych. Napisałam o tym, czego byłam pewna. Komu bowiem można bardziej wierzyć w takich kwestiach niż osobie, która powinna się na tym znać?

    Do wczoraj byłam święcie przekonana o swojej racji. Po wymianie komentarzy z Tobą, zaczynam mieć wątpliwości i z pewnością skonsultuje tą kwestie z inną osobą, która ma o przepisach pojęcie.

    Dodam jedynie tyle, że to jest prawdopodobnie (pewności 100% nie mam) pierwsze miejsce w sieci, w którym o tym napisałam. Wiec, bez obaw, nie poszło to dalej w świat z moich ust. A jeśli takie rzeczy znajdują się jeszcze gdzieś w internecie, znaczy to jedynie tyle, że nie tylko ja tak uważam i nie tylko ja zostałam wprowadzona w błąd. A wychodzi na to, że tak jest.

  • Ja nie mam nic przeciwko wpisom reklamowym, o ile wyrażają prawdziwą opinię autora o danym produkcie, zamiast nieszczerych zachwytów. O czymś podobnym wspominałam ostatnio u siebie w najnowszej recenzji pewnej książki, bo mam nieodparte wrażenie, że wiele nadzwyczaj entuzjastycznych wypowiedzi o tejże książce to były właśnie takie nieszczere zachwyty. Choć nie wiem, czy opłacone 😛

    • Też po prostu nie mogę wytrzymać, kiedy czytam ochy i achy nad totalnym gniotem. Bo co? Bo urażę autora, wydawnictwo przestanie mnie lubić? A gdzie szczerość i uczciwość? Zresztą dotyczy to i opinii o przeróżnych produktach czy usługach, które można znaleźć na blogach. Nieszczerość leje się hektolitrami. Odrzuca mnie również, gdy blog to nic innego jak właśnie słup z reklamami i innych treści na nim nie uświadczysz.

      • Właśnie, gdzie szczerość i uczciwość? MYślę, że po to pisze się bloga z recenzjami, żeby wyrazić swoje zdanie – a nie to, ktorego od nas oczekują. Nawet reklamodawcy 🙂 Zgadzam się z Tobą całkowicie 🙂

  • Nie dalej jak wczoraj weszłam na dość często czytanego bloga, gdzie temat mnie zainteresował. Po czym się okazało, że post był o czymś zupełnie niezwiązanym z tytułem. Reklama w żywej postaci, nieoznakowana, jak już wspomniałaś. Cóż… Przewijam do starszych postów, a nóż się uda jednak coś ciekawego wyłowić, a tam w co drugim w superlatywach pisze o przeróżnych produktach. Szybko wyłączyłam stronę, bo to strata czasu. To działa na mnie jak czerwona płachta na byka! Gdybym chciała kupić sprzęt, pewnie bym poszukała informacji, a tu są mi wciskane na siłę, bo przecież ja tego potrzebuję na już teraz, bo i blogerka ma…
    Powiedz mi tylko, bom strasznie ciekawa, jakim cudem Ci ludzie mają TYLU czytelników? Pod postem było z 50 komentarzy i same ochy i achy… Jakoś nie ogarniam :/ A te naprawdę cenne wpisy z dobrą treścią i pożyteczna informacją giną niezauważone…

    • Też się zastanawiam jak to jest z tymi czytelnikami. Czy oni tej ostentacyjnej reklamy nie widzą? Czy nie chcą widzieć? Czy należą do kółeczka wzajemnej adoracji? No nie wiem po prostu. Mi się też byk i czerwona płachta uaktywniają jak widzę takie wpisy, a już totalnie zamykam stronę i nigdy nie wracam, gdy wpis jest nieoznaczony. To jawne oszustwo, a ja nie cierpię być oszukiwaną. W pełni Cię rozumiem. Szkoda mi tylko tej wspaniałej, pełnej wartościowych treści części blogosfery. Ludzie chyba po prostu w swej znacznej części wolą miałkie treści i pop-papkę bez jakiegokolwiek znaczenia.

      • Kolejny raz w ciągu paru ostatnich dni pojawia mi się temat na kolejny wpis… O blogowych fast foodach… Tylko nie wiem czy pisać, bo zdecydowanie będzie bardzo kontrowersyjny.

  • Blogowa niewinność? Fajnie to brzmi 🙂 Dla mnie to blogowa autentyczność. Gdy reklama godni reklamę, w dodatku cały świat staje się idealny, to moim zdaniem bloger nie tylko traci niewinność, ale i autentyczność. A tego ani Tobie ani sobie nie życzę… choć możliwości zarobku na blogu jak najbardziej.

  • No właśnie tak przesada jest po prostu w niektórych przypadkach zatrważająca.

  • A jednak często czytelnicy pozostają i wręcz pieją z zachwytu. Tylko się zastanawiam czym jest nad czym? Ja z blogów słupów uciekam… i jeszcze mi się powrót nie zdarzył.

    • Joanno bo sa blogerzy i blogerzy 🙂 do niektórych właśnie takie „zachwalanie” trafia a niektórzy zachwalają, żeby ona po zachwalała u nich lub dla pojawienia się swojego komentarza pod tak poczytnym wpisem.

      • Wiem, wiem… ale to takie miałkie okropnie, takie płytkie i bezwartościowe.

        • Cóż zrobisz, takie życie. Jak to się mówiło jeden kocha Mickiewicza, a drugi jak mu nogi śmierdzą.
          Ale…. gdyby każdy szukał czegoś lotów wyższych i skupiał się na tworzeniu wartościowych komentarzy… myślisz że wartościowanie by się zagubiło?

  • Niestety ilość reklam, nawet u tych wielkich, czasem przytłacza.

  • Rzadko kiedy czytam wielkich blogerów, bo faktycznie pogubiłam się w tym co jest reklamą, a co nie. Gdy widzę, że tekst jest sponsorowany, to najczęściej go nie czytam, ale dobrze jest, jeśli autor zaznacza to na samym początku. Tak jak wspomniałaś, nie mam problemu z artykułem sponsorowanym, gdy faktycznie coś wnosi i jest w jakiś sposób inspirujący. Rozumiem też, że blogerzy chcą zarobić na swojej pasji. Każdy początkujący bloger ma taką nadzieję i nie zaprzeczajmy, że jest inaczej 😉

    • Mi nie przeszkadzają artykuły sponsorowane. Jest jednak jeden warunek – muszą nieść jeszcze jakieś inne treści i wartości, niż czystą reklamę. Coś mówić o blogerze, o jego życiu, codzienności, życiowych przemyśleniach. Coś, co na mnie wpłynie, pobudzi do działania, da motywację. A tak niestety jest bardzo rzadko.

  • Ja jestem bezlitosna, nie wracam ot co. Czuję się oszukana i tyle, owszem blog może na siebie zarabiać, ale nie tak nachalnie, blogerzy nie są idiotami i jeśli jaki produkt jest fajny to sam się obroni bez konieczności wymieniania jego nazwy w co 3 zdaniu.

    • Niektórzy niestety nie znają umiaru. Też nie wracam do takich blogów. Odwiedzam bardziej wartościowe miejsca w sieci.

  • Dokładnie, mam takie samo zdanie.

  • Blog powinien na siebie zarabiać, chociażby w myśl zasady, że jak robisz coś dobrze, to nigdy nie rób tego za darmo. Pamiętać też trzeba, że utrzymanie bloga też kosztuje. Krytyka pojawia się, gdy bloger zaczyna „reklamować”, a sam własnie stoję przed taką decyzją. Zaraz będzie krzyk, że się sprzedałem, że tylko komercja i takie tam. Oznaczenie, że wpis jest sponsorowany? Być może uczciwie by było to zrobić, jednak z natury ludzie są przekorni i widząc taki wpis, będą go omijać szerokim łukiem – bo reklama. Sam używam na przeglądarce AdBlocka, bo inaczej nie dałoby się niektórych stron oglądać, ale na blogach które lubię wyłączam go, bo wiem ile pracy kosztuje prowadzenie bloga. Wpis sponsorowany może być dobry, jeżeli niesie też jakąś wartość dla czytelnika – nawet niech to będzie głupi konkurs z nagrodami, nawet niech będą to same ochy i achy, jeżeli są uczciwie napisane, to dlaczego nie? Prawda jest taka, że reklam nie da się uniknąć, nawet na blogach, tylko jak zawsze wszystko trzeba zrobić ze smakiem i tak, żeby pasowało do bloga – trzeba mieć zasady. Własne zasady. Nigdy nie dogodzi się wszystkim i zawsze znajdzie się ktoś, kto komu będzie nie pasować już jedna reklama. A jeśli będzie ich dziesięć? Kiedy będzie dobrze, a kiedy źle? To bardzo subiektywne i nie da się jednoznacznie na to odpowiedzieć. A forma reklamy? Ty też reklamujesz i to nawet na tej stronie! – dwie marki (popraw literówkę) wspierające. A Twój Instagram? Praktycznie same reklamy… czy powinienem zamknąć stronę i nigdy do Ciebie nie wracać? Chyba nie o to nam wszystkim chodzi…

    • Nie ma nic absolutnie nagannego w reklamie na blogu, we współpracach. Masz rację, wszystko musi pasować i do blogera i do bloga. I myślę, że nie masz się co wahać czy podjąć współpracę czy nie. To też rozwija bloga. Sama tylko nie lubię, gdy na blogach nie ma już nic innego tylko same reklamy a dany blog był jakiś czas temu prawdziwie opiniotwórczy, wyrażał osobowość tworzącego go blogera. Teraz zaś stał się miałki i nijaki, zupełnie zmienił swój obraz. To wszystko subiektywne odczucia i każdy ma prawo sam decydować czy czyta dalej czy daje sobie spokój.
      Ps. Na insta u mnie reklamy nie jest jednak zbyt wiele. Jeśli już to pojawiają się książki, które otrzymuję od wydawnictw, a i ich jest ostatnio niewiele. Reszta to moja codzienność i moje własne zakupy 🙂 No i grzyby i wypieki. To Twoim zdaniem reklama? Chyba mnie samej i moich dziwactw 🙂 A co do dwóch marek na stronie? To nie żadna współpraca ani reklama. Nikt mnie o to nie prosił, nikt nic nie sugerował. Poprosiłam o wsparcie i je dostałam – zupełnie bez zobowiązań. Warto zresztą i do Brand24 i SentiOne wystąpić o wsparcie, bo to całkiem przydatne narzędzia a mają taką firmową politykę, że wspierają blogerów – bez reklamy, bez zbędnych banerów, ochów i achów. Trzeba po prostu wyjść z inicjatywą.

      • Specjalnie lekko sprowokowałem 😉 Instagram, można by podciągnąć pod „lokowanie produktu”, chociażby te kilka książek i „Galę”, Sentione i Brand24 znam i korzystam (zobacz – kolejna reklama tym razem w komentarzu). Odbiór bloga i reklam na nim jest bardzo subiektywny. Trzeba to dobrze wyważyć. Czy te dwa banery to już dość, czy jeszcze mogą być ze cztery? Skąd mam wiedzieć, że to nie płatna reklama, a jedynie Twoja wdzięczność? I czy to powinno mnie jakoś obchodzić? To naprawdę jest bardzo indywidualne i każdy sam musi to sobie ustalić.

        • Akurat Brand24 i SentiOne się należy choćby w komentarzu ździebko pochwały, bo to bardzo przydatne narzędzia dla blogera… I znowu reklama 😀 Choć nie, to po prostu mój lifestyle i chwalenie tego, co wg mnie jest po prostu dobre. 🙂 To nawet nie wdzięczność. A Galą mnie nie szczuj… bo ludziom chciałam pokazać z jaką to gazetką… sorry ale marnej treści… można kupić książkę fajną. Jak było bez gazetki, to wszyscy pytali o tytuł. Wszystko można w takim kontekście uznać za reklamę. A to przede wszystkim to, co buduje mój styl. To korzystanie z określonych narzędzi, to czytanie książek, to zbieranie grzybów i robienie zdjęć drzewom…

          Ale wracając do tematu… Wszystko jest sprawą indywidualną. W sumie ja wiele mogę wytrzymać. Nie obrzydzają mi strony/bloga banerki. Nie mam problemu z wpisami sponsorowanymi. Sama je czasem popełniam – np. ten o Malcie. Ale czasem czuję i chyba o to właśnie chodzi, że tej reklamy jest u kogoś, jak dla mnie za dużo… Wiesz… wchodzę na bloga… blogerka wraca po porodzie do domu… No i na blogu… jej śliczny bobasek w cudownym ustrojstwie od firmy xyz… następny wpis… o pieluszkach od zyw… Potem o kremach na pośladki od agencji A działającej w imieniu firmy x… A dookoła reklamy sam tekst pierdząco-zachwalający. Takim zjawiskom mówię stanowcze nie, bo mi się po prostu słodycz przelewa i wylewa. Ale to moje indywidualne podejście. Każdy ma swe granice absorpcji. A Tobie życzę samych udanych, korzystnych finansowo współprac. Nie sądzę, by czytelnicy mieli coś przeciwko. To już jednak norma, że bloger w pewnym momencie zaczyna na blogu zarabiać.

  • Powiem szczerze, że nie mam z tym problemu (w końcu to element zarobku) O ILE blog nie wygląda jak typowy słup reklamowy i tylko temu służy. Wyłączam też blogi, na których miga mi przed oczyma milion okienek, banerków itp. Nie jestem w stanie skupić się na treści, a tym bardziej ją odnaleźć. Od blogerów oczekuje się subiektywnej, indywidualnej oceny produktu/usługi, którą Ty jesteś ewentualnie zainteresowana. Nie interesuje Cię reklama tego produktu czy usługi, tylko jej konkretne zalety i wady. Tego szukam i jeśli znajduję to ok, a jeśli razi mnie przekaz, bo widzę w nim reklamę, rezygnuję.

    • No i masz bardzo zdrowe podejście do blogowej reklamy. Mam bardzo podobnie. Banerki jeszcze akceptuję, chyba że blog wygląda jak choinka w pełni sezonu. Nie lubię dostawać oczopląsu.

  • Piszesz, że wpisy sponsorowane Ci przeszkadzają. A co z lokowaniem produktu czy właśnie blogami typowo testowymi? Czy to, że jakiś bloger podlinkuje frazę, a tekst właściwy bywa o zupełnie innej tematyce, jest błędem?

    • Same w sobie wpisy sponsorowane mi nie przeszkadzają i o tym wyraźnie piszę. Chodzi raczej o ich ilość. Jeśli ktoś podlinkuje frazę i nie wspomni, że to też działanie promocyjne, reklamowe, za opłatą to niestety nie wygląda to dobrze. Dla mnie wszelka reklama powinna być oznaczona. Mam wtedy większe zaufanie do blogera. Sama w sobie reklama nie jest niczym złym przecież. Raczej chodzi o proporcje, o czym zresztą piszę. A strony z samymi testami zwyczajnie nie znajdują się w moim obszarze zainteresowania.

      • A jak oznaczać takie wpisy? Bo w końcu nie jest to typowy wpis sponsorowany.

        • Jak jest samo linkowanie to ja bym napisała na końcu, że wpis zawiera link promocyjny. I tyle. Dla mnie sprawa jasna i nie widzę w takim linkowaniu nic złego, bo dlaczego. Zwłaszcza jak wpis sam w sobie jest ciekawy. Tak czytam w internetach, że zgodnie z prawem wszelka reklama powinna być oznaczona. Na razie zgłębiam temat, ale każdy kolejny artykuł tylko mi to potwierdza. Kiedyś też czytałam Kominka a facet jednak wie co w blogosferze piszczy… że każdą reklamę należy oznaczyć. Bezwzględnie. I nie chodziło tu już o kwestie prawne a zwykłą uczciwość wobec czytelników.

  • Najlepsze jest to, że zawsze znajdą się czytelnicy, którzy nie mają Twojej świadomości i ślepo przekonani będą o dobrych radach płynących z danego wpisu, nie wiedząc nawet, że jest to zwykłe lokowanie produktu, a cały tekst wokół niego to półprawda, żeby nie powiedzieć ściema. Osobiście uważam, że wpisy sponsorowane mają sens, ale nie należy bezgranicznie wchodzić do tyłka sponsorowi, a wykazać się jakimś trzeźwym spojrzeniem na daną rzecz. Ostatnio natknąłem się, na którymś z blogów na tzw. blogowy cennik reklamowy. I czytam (mniej więcej): wpis reklamowy produktu z rzetelną subiektywną oceną autora 4000 zł / wpis reklamowy produktu wbrew przekonaniom autora 8000 zł. No ku#$% szanujmy się…

    • Całkowicie się z Tobą zgadzam. Co więcej nigdy nie łapię się współpracy, której zwyczajnie nie czuję, w co nie wierzę, że jest ok a nie zwykłą ściemą, nie jest dla mnie czymś, co może mieć jakiekolwiek znaczenie, w dodatku pozytywne, dla moich czytelników. A ten cennik… No zwyczajnie się zakrztusiłam, jak to czytałam. Co za sprzedawanie się.

  • Należy się Wam. I to ja dziękuję 🙂

  • @hexpl:disqus – Brand24 to dobra i do tego Polska marka. W dodatku powstaliście we Wrocławiu, zgadza się? Same plusy! Jesteście mili dla blogerów, to blogerzy są mili dla Was.

    • Tak! Firma powstała we Wrocławiu i czujemy silny związek z tym miastem 🙂

  • Może akurat trafiłaś na takie wpisy, które są właśnie sponsorowane. Powiedzmy sobie szczerze, że współprace nie spadają w większych ilościach od tak. Jestem za tym, żeby taki post był oznaczony jako sponsorowany, wystarczy jedno zdanie: we współpracy z… i już wiadomo. Kryptoreklamie mówię stanowcze nie i nie tylko na swoim blogu ale również na tych, które czytam.

    • Współprac jest bardzo dużo. Nie dotyczy to jednak przecież większości blogerów. Lecz gdy bloger zaczyna być już trochę rozpoznawalny, ma zasięgi, ma czytelników to reklamodawcy się zaczynają zgłaszać i to w znacznych ilościach. I niestety bywa, że wpis sponsorowany goni wpis sponsorowany. Znam sporo takich blogów – zwłaszcza w parentingu i blogach modowych. Nie omija też ten trend blogów lifestylowych. Zgadzam się z Tobą bezwzględnie – każda forma reklamy/współpracy powinna być oznaczona.

      • Dobra, teraz mi zlasowałaś mózg bo zaczynam dostrzegać coraz więcej sponsorowanych postów 😀 ;p

  • Jeżeli ktoś zamieszcza tekst, że wpis jest sponsorowany, ok – mogę przeczytać, ale z przymrożeniem oka. Nie mam nic przeciwko takim akcjom i nie zniechęcają mnie do czytania bloga pod warunkiem, że autor nie przesadza z ilością takich wpisów.

  • Wiem, o którym blogu wspominasz, bo też od razu rozponalam reklamę. Podobnie w serialach – od razu wiem, która firma się w danej produkcji reklamuje. Takie zboczenie zawodowe, bo właśnie w reklamie pracuje i może dlatego nie odrzucają mnie wpisy sponsorowane. Nawet te nieoznaczone. Sama mam zresztą pewien zgryz moralny. Wolę oznaczać, ale np. Mój mąż i partner biznesowy, który nie siedzi w blogosferze i jest takim przypadkowym czytelnikiem, uważa, że wyraźne poinformowanie o współpracy może odrzucać. Że czytelnik może mieć wrazenie, że taki wpis z góry jest fałszywy. W końcu postanowiłam oznaczać, ale na końcu – mam politykę, że nie polece czegoś we wspolpracy, jeśli nie zrobilabym tego gdybym kupiła to sama z siebie. Zresztą jest wiele rzeczy, które tak opisuje a linkuje do sklepu czy producenta, żeby czytelnicy wiedzieli gdzie moga to kupić. Jeśli więc polecam coś bez współpracy, to jest to kryptoreklama czy nie? Jak ustalić granicę?
    No i ostatnia trochę zabawna kwestia – czytalam wcześniejsze komentarze i zaklinania, że XYZ nie wejdzie na dany blog po reklamie. A widzę, że się tam udzielają więc kolejną kwestia: na ile bulwersuje nas etyka reklamy a na ile chcemy się dopasować do otoczenia?

    • Mam podobnie jak Ty. Oznaczam reklamę, ale na końcu, bo to jednak co w tekście przekazuję to moje myśli, przemyślenia, opinie. Również nie polecę czegoś, do czego nie mam przekonania. Nie podejmę nawet takiej współpracy. I myślę, że jeśli coś się linkuje a nie współpracuje z daną firmą to to w żadnym razie nie jest kryptoreklama. Po prostu pokazujesz swój styl, to co polecasz. Moim zdaniem nie ma w tym absolutnie nic złego. Równie dobrze musiałabym np. zakrywać loga firm, które pokazuję na zdjęciach przy okazji pokazywania siebie… tylko dlaczego? To ja, mój styl, to mój lifestyle. Fajnie o tym napisał Kominek. A XYZ wejdzie, bo ma odpowiednie narzędzia do wyławiania swej marki w sieci 🙂

      • Akurat nie chodziło mi o ten XYZ 🙂 Ale mniejsza, niech każdy robi jak chce 🙂

  • Annielska

    Niestety bardzo prawdziwe. Ja swojego bloga dopiero zaczynam ale Boże uchowaj mnie od tego aby zrobił się z niego słup reklamowy!
    Pozdrawiam!

  • Swojego bloga prowadzę od około 2 lat, jest to blog typowo wnętrzarski – prezentuje inspiracje na codzień, projekty, wnętrza i asortyment do wystroju wnętrz. Mam również u siebie wpisy sponsorowane i nie ukrywam, że współpracuje z danymi firmami – nawet stworzyłam u siebie specjalną zakładkę – współpracuje i polecam – i powiem Wam szczerze, że kompletnie nie wstydzę się tego i nie żałuje. Możecie mnie oskalpować, zlinczować itp – ale ja swojego zdania w tym przypadku nie zmienię.
    Z zawodu jestem architektem wnętrz i oprócz pracy projektowej na codzień staram się pomagać swoim czytelnikom polecając dany produkt, daną firmę – ale tylko taką, która mnie przekona i sprawi, że sama chciałabym zakupić dany produkt do swojego wnętrza. Nie testuje żadnych produktów, nie zgadzam się na „wciskanie ciemnoty” (przepraszam za kolokwializm) i jeśli coś mi po prostu nie podoba lub wydaje mi się podejrzane – kompletnie nie zgadzam się na współpracę. Wychodzę z założenia, że nie wszyscy chcą wydawać zaoszczędzone pieniądze na projekty wnętrz więc w inny sposób mogę pomagać takim osobom poradami, pomysłami na wystrój czy polecaniem produktów – to jest moja praca i mój zawód i w taki oto sposób mogę trafić do danej grupy Odbiorców – Klientów-Czytelników.

  • Ehhh…niestety i ja zauważam tendencję o której mówisz. Niestety…bo podobnie jak Ty nie wracam już w to samo miejsce, jeśli zostałam zbombardowana przez pierdylion reklam i wpisów lukrujących konkretne marki. Ja rozumiem, że blogerzy chcą zarobić, ja rozumiem, że kasa i popularność może kusić, ale gdzie w tym wszystkim są oni i ich przekonania, własne zdanie??? Dlatego bardzo nie lubię jak zgłaszają się do mnie blogerzy po prezenty, które chcieliby ode mnie otrzymać w zamian za pozytywny i jakże lukrujący artykuł. Wolę kiedy ktoś napisze sam od siebie dobre słowo albo kiedy sama ofiaruję coś komuś bezinteresownie i jeśli mnie pochwali to będzie dla mnie duże wyróżnienie 🙂

  • Marzena

    Temat rzeczywiście nie należy do najłatwiejszych,a ja mam wrażenie, że ludzie nie przepuszczą żadnej okazji, żeby zdobyć więcej pieniędzy. Uważam, że nie są najważniejsze, chociaż wiele rzeczy jest bez nich nie możliwe. No, a gdzie pasja i przyjemność z prowadzenia własnej strony?

  • Ja jak dotąd jeszcze nie miałem żadnej współpracy blogerskiej odpłatnej, ale też strasznie denerwują mnie pseud-blogerzy, którzy w cudowny sposób przedstawiają oferty jakichś tam marek, żeby tylko mieć tą współpracę, Piszą te posty na siłę, ale w tak odrażający sposób, że się odechciewa.