Nasze dzieci niegramotne

Żyjemy w czasach, gdy dzieci obsługę komputera, fejsbuki, tłitery, instagramy itp. wysysają wręcz wraz z matczynym mlekiem. To czasy, gdy dziecko lat siedem ma smartfona i nieustannie pisze na fejsie do swej fejsowej psiapsióły, która siedzi dwie płyty chodnikowe dalej. To czas, gdy dwunasto-, trzynastolatki uprawiają seks. Tak moi drodzy seks … Zarezerwowany ponoć dla dorosłych. To w końcu czasy, gdy w wakacje nie ma bata, ale z tymi dwunalsto-, trzynastolatkami musimy zostać w domu, tudzież posłać do babci i dziadka, bo przecież nasze maleństwo nie może zostać samo w domu i to nie dlatego, że przecież istnieje realna groźna, że pod naszą nieobecność będzie uprawiać seks. Nie… Nasze maleństwo sobie po prostu samo w domku nie poradzi… Znacie to? Pewnie, że znacie…

Mam to szczęście, że zostałam mamą w starczym wieku lat trzydziestu i jeden. Mój syn ma na razie lat trzy i ze mną w domu być musi. Tudzież muszą zająć się nim dziadkowie bądź jakaś placówka wychowawcza bądź niania. Znam jednak rodziców dzieci trochę starszych, trochę też w sumie rodziców starszych ode mnie, którzy nie wyobrażają sobie, by ich nastoletnie właściwie już pociechy (dla mnie 10 – 11 i więcej letnie) mogły choć przez godzinę, dwie same w domu zostać. Nie mówiąc już o takiej patologii jak całodzienne (czytaj podczas pobytu rodzica w robocie) pozostawienie maleńkiej, nastoletniej pociechy samej w chałupie. I raz jeszcze podkreślę… Nie chodzi tu o seks i groźbę szybkiego zostania dziadkami. Nie, tu chodzi o to, że  nasze nastoletnie maleństwo nie potrafi samo sobie zrobić śniadania, nie potrafi odgrzać obiadu, nie będzie w stanie zamknąć za sobą drzwi na zamek, z całą pewnością wpuści do domu pedofila i stanie się jego ofiarą, tudzież podążając w sobie tylko znanym kierunku z pewnością zostanie porwane i poćwiartowane, a już na pewno spali dom, bądź ulegnie zaczadzeniu … nawet jeśli nie posiadamy w domu niczego, co mogłoby ów czad wydzielać. Znacie to? Znacie…

I ja się zaczynam, patrząc na takiego nastolatka i jego rodzica, zastanawiać, jak to dziecko za parę lat da sobie radę bez rodzica?

Jestem na tyle stara, że pamiętam czasy poprzedniego ustroju, pamiętam czasy bez komputerów, fejsbuków, tłiterów itp., ba pamiętam czasy bez komórki, a nawet zwykłego telefonu stacjonarnego w każdym domu. Pamiętam czasy dzieciaków spędzających wakacje w swym dzieciakowym gronie, zwieszonym z trzepaków, z dyndającymi u szyi kluczami. Pamiętam czasy, gdy dwunastolatek musiał pod nieobecność rodziców (praca, zakupy, inne obowiązki) zajmować się w domu młodszym rodzeństwem. Nie było z nimi kontaktu. Nie można było do nich zadzwonić, bo nikt w kieszeni nie miał komórki. Bo nie było komórki (naprawdę). A jednak te dzieciaki przeżyły i zmieniły się w całkiem sensownych dorosłych. Tylko części się chyba coś źle zapamiętało i teraz robią ze swoich, w gruncie rzeczy całkiem rozgarniętych, dzieci totalne sieroty.

Jakoś sobie nie wyobrażam, bym do pilnowania dwunastolatka zatrudniała jego dziadków, by musieli mu nieustannie zapewniać rozrywki. Nie chcę wychować takiego syna, ba synów. Chcę mieć dzieci samodzielne, zdolne do zrobienia sobie prostego posiłku a nie czekania aż wszystko zostanie podane na stół. Chcę, by moi synowie sami potrafili zapełnić sobie czas a nie oczekiwać, że nudę ktoś inny za nich zmieni w coś wartego uwagi. Tylko nudni ludzie się przecież nudzą. Nie chcę na moje dziecko w wieku nastu lat patrzeć jak na potencjalnego podpalacza, bo przecież zapomni, by wyłączyć kuchenkę … Że zapomni zakręcić wodę, zalewając przy okazji wszystkich sąsiadów w pionie. Dlaczego moje dziecko ma takie być?

Współczesne dzieciaki są mądre, często wręcz przemądrzałe. Niestety rodzice robią im krzywdę traktując je, mimo upływającego czasu, jak niemowlęta, nieporadne maluszki. Maluszki wyposażone w komórki, gps’y i biegłą znajomość języków obcych. Dlaczego takie dziecko ma sobie nie poradzić? Nie wysyłamy go przecież z misją ratowania Ziemi na lecącą w jej kierunku kometę … Dlaczego zatem znam mamy, które biorą urlop, by w wakacje zajmować się swoim siedemnastoletnim synkiem … a nie jest on bynajmniej niepełnosprawny?

Nie wychowuję niezguły, niezdolnej do samodzielnego myślenia. Jestem matką kwoką, ale nie podcinam skrzydeł swemu kurczęciu. Tylko jak wielu rodziców myśli podobnie?

  • Pamiętam, jak miałyśmy kilka lat. Rodzice poszli na pogrzeb, opiekunka wyszła, a my w tym czasie weszłyśmy do lodowatej wody i brałyśmy kąpiel 😛 A na poważnie, rozumiemy niańczenie dziecka przez kilka lat, ale branie urlopu dla 17-latka jest już czymś nienormalnym.

    • A jednak niańczenie 17latka zdarza się dość często i rodzice nieustannie muszą wymyślać nowe rozrywki dla swego bobaska, bo przecież sam nie pomyśli. Ehhhh… Co za czasy. A kąpiel przeżyłyście i to całkiem nieźle 🙂

  • Pracując w szkole widzę coraz więcej takich bobasków. Szkoda gadać. Najbardziej się martwię, że moja córka ma male szanse za lat kilkanaście znaleźć normalnego i w miarę ogarniętego męża.:((

    • Mam syna 🙂 dość mocno gramotnego 🙂 choć na razie ma tylko 3 lata 🙂

      • Wyjątki się zdarzają i trzeba tego się trzymać( dla mojej córki trochę za młody, różnica pięc lat)

        • Spokojnie … po trzydziestce takie różnice się zacierają 🙂 a z domowej historii mogę wskazać, że moja prababcia 7 lat starsza od pradziadka była 🙂 w dodatku go przeżyła 🙂

    • Mam bardzo podobne obawy. Zwłaszcza, że mam trzy 😐

      • Trzeba zatem zacząć przeciwdziałać 🙂

        • Anonim

          Ok, zacznijmy rodzić synów. Potem się powymieniamy 😀

        • Ok, zacznijmy rodzić synów. Potem się powymieniamy 😀

          • Ja już mam jednego 🙂 kolejny w drodze 🙂

  • Pamiętam jak miałam 6 lat i chodziłam sama do supersamu po chleb (jakieś 500 m). Zawsze dostawałam więcej pieniędzy i miałam przynieść resztę. Pamiętam jak kiedyś kupiłam też dodatkowo lizaka i okazało się, że mam za mało pieniędzy. Brakowało mi niewiele. Kasjerka powiedziała, żebym doniosła. W te pędy pobiegłam do domu. A ile później było do opowiadania. Z czasem lista zakupów się wydłużała 😉

  • Monika Piotrowska

    Z przerażeniem patrzę na mamy, babcie odbierające ze szkoły 4-6 klasistów. Moja córka już w pierwszej klasie chodziła z kluczem(przyszytym do tornistra) i przez 2 godziny, razem z bratem odbierany z zerówki przez sąsiadkę, czekali na męża wracającego z pracy. Raz zostali sami na 8 godzin – szkoła miała wolne. Żyją…I potrafią zrobić w domu wszystko, chociaż syn jakoś z mniejszą chęcią 😉

    • To jest wręcz smutny widok. Ja na kilka godzin zostawałam w domu sama wieczorem, gdy miałam 7 lat. Tata w pracy, mama na studiach. W drugiej klasie podstawówki sama dojeżdżałam do szkoły … 30 km pociągiem a potem jeszcze z dworca 15 minut na piechotę. Żyję i mam się świetnie.

      • Monika Piotrowska

        Ja miałam koleżankę, która mama odprowadzała i przyprowadzała do 8 klasy(15 lat! ). Do średniej szkoły poszła na przeciwko domu, chociaż to była samochodówka. Przy najbliższej okazji zaszła I przed 17 urodzinami miała już córeczkę. Którą babcia do końca gimnazjum prowadziła do szkoły. ..

  • Tak, 81 to najlepszy rocznik ;). Moja ma za 4 dni 5 lat :). Ciekawe jak to będzie z nami.

    • Rocznik 81 wymiata 🙂 a mój J. za 3 dni ma 3 lata 🙂

  • Tylko nudni ludzie się przecież nudzą. – a inny odcień jest taki -> Człowiek inteligentny nigdy się nie nudzi:)

  • Media robią swoje…oglądanie tragicznych finałów zabaw dzieci pozostawionych samych sobie, idących 2 kroki przed rodzicami lub za nimi wpływa na naszą psychikę bardziej niż nam się to wydaje. Sam kiedyś zanim w moim życiu pojawiły się dzieci, nie myślałem, że będzie to taki problem. A dzisiaj jak mam zostawić 4-latka w samochodzie na 3 minuty bo zapomniałem czegoś zabrać z mieszkania, to aż mnie ciarki przechodzą 🙁 Chyba muszę słuchać więcej radia…

    • Zdecydowanie polecam radio 🙂 zdecydowanie

  • Niestety, wielu rodziców nie podchodzi tak jak Ty. Często spotykam się z mało samodzielnymi nastolatkami jeśli chodzi o ogarnianie rzeczywistości czyli zadbanie o siebie. Ale oczywiście w tematach alkoholu, internetu i sexu „świetnie” sobie radzą:D obawiam się być nadopiekuńcza, zostałam mamą w podobnym wieku jak Ty, więc i świadomość zagrożeń jest większa. Staram się jednak dbać o moje dziecko, ale pozwolić mu upaść jak się potknie.

  • Ja mam trójkę, moje córki 10 i 12 lat zostają na 5 godzin z 3 -letnim braciszkiem, gdy jeżdżę do roboty. Potrafią zrobić Młodemu kanapki, przebrać go, gdy się uświni, podetrzeć pupę i zająć go przez ten czas, gdy starych nie ma. Obie potrafią zrobić zakupy (jeśli mają listę) w sklepie oddalonym 5 km od domu, gdzie jeżdżą na rowerach. Co prawda czasem trochę się stresuję tą sytuacją, bo mieszkamy w obcym kraju i nie mamy tu rodziny, do której mogły by w razie WU się udać (ja mam 10 km z roboty do domu czyli minimum 25 minut na rowerze, mąż jest nieosiągalny – taka praca), ale mamy sąsiadów miłych, którzy na pewno by pomocy nie odmówili, gdyby było potrzeba. Ufam jednak, że moje dzieci są wystarczająco mądre, by głupot nie robić. Zresztą w tym kraju 12-latki idą do średniej szkoły , gdzie sami dojeżdżają rowerami po 10 km lub autobusami i nie ma mowy by w tym wieku były niegramotne, bo by zginęły przecież. Jednak trochę tu bardziej stawia się na samodzielność od małego, ale co kraj to obyczaj. Pozdrawiam z Belgii 🙂

    • No i to jest przykład świetnego, właściwego podejścia. Gratuluję samodzielnych i mądrych dzieciaków 🙂

  • Rodzice są teraz bardzo nadopiekuńczy, a dzieci tylko to wykorzystują udając niemoty, żeby nie przejąć żadnych obowiązków. Takie jest moje zdanie w tym temacie. Dobrze, że podchodzisz do wychowania ze zdrowym rozsądkiem 🙂

    • Wszystko to niestety prawda. Dzięki za miłe słowa 🙂

  • Mam 27 lat i już się martwię, że to późno na dzieci. A propos czasów FB i Instagrama, to dotyka nie tylko dzieci, wszystko staje się bardziej płaskie. Miłość wyznaje się na Fb, a po trzech miesiącach dowiadujesz się, że to wszystko było tyko dla funu. I ktoś usuwa Cię z facebooka. Niestety, dorosłych też to dotyka. Bo niektórzy dorośli po prostu są jak dzieci.

    • Etam… nie jest za późno. A relacje międzyludzkie niestety się coraz bardziej rozmywają.

  • Jak sobie przypomnę, co sama wyprawiałam pod nieobecność rodziców, to zaczynam trochę rozumieć nadopiekuńczość :))

    • Niemniej żyjesz i masz się dobrze 🙂 Mi się wydaje, że nadopiekuńczość nie prowadzi do niczego dobrego.

  • Zaraz mi przychodzi na myśl (nie przechwalając się!), jak do końca gimnazjum nie robiłam sobie sama herbaty ani nie gotowałam, bo bałam się podpalania gazu. Wszyscy mówili mojej Mamie, że nigdy nic sobie sama nie zrobię (a nie robiłam tylko herbaty), że przesadza etc. Ona mnie jednak rozumiała – bałam się ognia i tyle. Teraz na szczęście mi przeszło, a poza herbatą załatwię wszystko, włącznie z wysyłaniem wniosków do urzędów, chodzenia do prawnika, na uczelnie, dorobienia trochę drobnych i jakoś sobie radzę, a dzieci osób, które się wymądrzały (krytykując moją Mamę, że powinnam mieć więcej obowiązków) zostawiając wszystko na głowie dzieci (pranie, sprzątanie, gotowanie obiadu) niestety mogą liczyć na ich odwiedziny raz w miesiącu albo na złośliwości i żądania pieniędzy – bo przecież im się należy. Miłość się liczy, ale ta zdrowa.

    • Miłość jest najważniejsza 🙂 nie można wszystkiego zrzucać też na dziecięce barki. Niemniej nadmiar troski, totalna nadopiekuńczość to nie jest najlepszy pomysł. Wiadomo żadne skrajności dobre nie są.

  • Mam trzy córki. Robię wszystko, żeby były samodzielne i odpowiedzialne za własne czyny. Mdli mnie na widok starych koni, którzy zachowują się jak bobaski. Taka sytuacja – chłop, 20 lat, wstaje rano o 11 (!) i czeka aż mu matka poda śniadanie, bo inaczej chyba by umarł z głodu. Matka ledwo zipie, ale synusiowi pupeczkę podciera. Jak taki ktoś ma być partnerem? Ojcem? Jak ma wziąć odpowiedzialność za kogoś skoro nie ogarnia własnej kuwety? Nie wiem dlaczego ludzie okaleczają w ten sposób własne dzieci 🙁

    • No niestety takie przypadki są i to nawet dość liczne. Ja tego nie rozumiem. Wolę chyba nie rozumieć. A o swoje córki raczej nie masz się co martwić 🙂

  • Mnie tak rodzice urządzili, „bo przecież tyle chorowałaś”, doszło do tego, że jak w wieku 12lat sama sobie zrobiłam herbaty, to byli w ciężkim szoku, że potrafię. Nikt tak nie potrafi „zmańkucić” dziecka jak jego własni rodzice. Dlatego ja staram się mojego Omena wychowywać na w miarę samodzielnego gostka. Zobaczymy za parę lat jak mi poszło.

    • Niezaprzeczalnie winni są rodzice. Nadopiekuńczość może nasze dziecko uczynić życiową kaleką.

    • Witaj w klubie 😉 ja dopiero dostałam skrzydeł jak poszłam na studia – bo się poparzysz bo to bo śmo. W naszych czasach też były nadopiekuńcze matki (w naszych khm no ja jestem ciutkę starsza od was :), we Włoszech od wieków są. Ważne jest też co czuje samo dziecko. Jeśli ono nie ma potrzeby bycia samodzielnym, jeśli w porę nikt mu nie pokazał, ze to jest fajne… no to potem jest problem.

      • O tak 🙂 Dzieciom trzeba pokazać, że warto rozpostrzeć samemu skrzydła 🙂 Inaczej … tak jak mówisz … jest problem.

  • Masz racje. Mam rocznego syna i nie zastanawiała się jeszcze nad takimi kwestiami, wiem tylko że nie będę zabraniac my tyle ile ja miałam zabraniano bo później będzie my ciężko się odnaleźć – tak jak mi. Kiedy inne 16 matki chodziły na dyskoteki – u mnie nie było mowy, kiedy 14 łatki nocowaly pod namiotami pod blokiem na osiedlu – ja nie mogłam. I wcale nic dobrego z tego nie wyszlo.

    • Dzieciakom potrzeba nauki samodzielności. Im szybciej, tym lepiej 🙂

  • Współczesne wychowanie dzieci pozostawia wiele do życzenia….jak wspomniałaś, zmorą jest nie tyle najnowsza technika typu tablet, a brak konsekwencji w wychowaniu dziecka i pozwolenie wejścia sobie na głowę…jakkolwiek byśmy się nie starali, to i tak nasza pociecha zawsze znajdzie w szkole Zosię, Krysię, Asię, na której będzie się wzorować i czerpać nieodpowiednie wzorce. Wychowanie dziecka (dobre!) w dzisiejszych czasach to nie lada wysiłek. Pozdrawiam:)

    • Masz rację 🙂 Dużo pracy przed rodzicami, by wychować mądrego i samodzielnego człowieka 🙂

  • Ula

    Ja mam już dorosłego syna (18 lat). I zaczynam martwić się w drugą stronę, czy znajdzie sobie żonę zdolną gotować, sprzątać, wychowywać dzieci samodzielnie. Nie mówię już o takich rzeczach jak np. szycie. Problem braku samodzielności nie dotyczy tylko chłopców. Dotyczy też dziewcząt, które mają być całkiem niedługo matkami! Teraz albo siedzą w komputerze, albo chcą być wolne i od razu zapowiadają, że nic nie będą robić w domu, bo manicure świeży, albo wielka kariera przed nimi stoi otworem. Rodzina jest w rozpadzie, społeczeństwo jest w rozpadzie, niestety, ale to prawda. Jestem tradycjonalistką, uważam, że kobieta to kobieta, mężczyzna to mężczyzna, każdy ma swoją rolę, chociaż pomagać sobie powinni, jak najbardziej! Stara nie jestem, ale pamiętam czasy PRL doskonale. Nie było komputerów, komórek, nawet muzyki słuchało się na szpulowcu. To my chodziliśmy po zakupy i nie tylko pod domem, chodziliśmy i po 2 km do miasta po papier toaletowy, bo rzucili. To my codziennie popołudniu staliśmy w długiej kolejce, żeby tacie kupić gazetę. To my myliśmy podłogi i pastowaliśmy ręcznie. My się opiekowaliśmy malutką siostrą, pomagaliśmy mamie w pracy chałupniczej. W lato jeździło się nie pod palmy, ale do rodziny na wieś i zapierniczało na polu z widłami; nie było snopowiązałek jeszcze u wszystkich, żyto wiązało się rękami, raniąc palce i podbijając paznokcie; ziemniaki pieliło się ręcznie, słabo się człowiekowi robiło jak zobaczył, że sięga aż po horyzont. 🙂 Nauczyliśmy się za to wszystkiego, i dzieci przewijać, i nakarmić, i sprzątać, i szyć, i krowy doić, wszystkiego.

    • To były zupełnie inne czasy, bardziej samodzielne, bardziej życiowe, bardziej mądre. Mimo wszystko … Teraz jest różnie i z chłopcami i dziewczynkami. Martwię się o kolejne pokolenie tak jak i Ty. Mam nadzieję, że jednak będzie więcej mądrych rodziców wychowujących mądre i samodzielne dzieci.

  • Ja oststnio czytałam na forum wielkie narzekania mam że ich dzieci chcą wracać same ze szkoły. Dzieci 10-12 letnie. No i mamy szukały razem sposobu jak im to wybić z głowy bo przecież za małe jeszcze są, nieodpowiedzialne itp. Ja odkąd miałam 7 lat wracałam sama ze szkoły 3 km a na większości tej trasy nawet chodnika przy szosie nie było. I żyję. A dzisiaj rodzice zamiast nauczyć dziecko samodzielnosci i odpowiedzialności wolą je we wszystkim prowadzić za rączkę

    • Ci rodzice chyba chcą wychować życiowe kaleki. Szkoda dzieciaków. Nasi rodzice byli jednak mądrzejsi.

  • Już pierwszej klasie szkoły podstawowej byłam zmuszona dojeżdżać i wracać ze szkoły przez niemal całe miasto z dwoma przesiadkami. Jasne, że bardzo się bałam, ale dałam radę. Dziś wiem, że moje dzieciaki w wieku siedmiu lat nie uzyskałyby mojej zgody na takie przejazdy. Dlaczego? Bo świat stał się bardziej brutalny, mamy większą znieczulicę, bałabym się, że kiedy by potrzebowała pomocy, ktoś mógłby im zrobić krzywdę. Mam wrażenie, że kiedyś ludzie bardziej siebie dostrzegali niż teraz będąc wpatrzonymi w małe ekraniki komórek, tabletów….

  • Natalia Jaranowska

    Mam taki przypadek w rodzinie. Od małego chuchali na niego rodzice jak na jajeczko, chcieli jak najlepiej, wiadomo. Nie, nie, absolutnie nic nie rób sam, sam sobie nie poradzisz, daj ja to zrobię. Teraz ma 27 lat, nic się nie zmieniło i już nic się nie zmieni. Życiowa, niesamodzielna kaleka. Ten sam pokoik u rodziców, codziennie obiadek, kieszonkowe, brak pracy i matury.