Na wietrze diabeł przyjechał – Katarzyna Mlek

fantasy

Była sobie w Beskidach urokliwa i maleńka wioska Laliki. Była tak skromnych rozmiarów, że nawet kościoła w niej ludzie nie mieli i na mszę świętą w niedzielę do sąsiedniej miejscowości fatygować się musieli. Miały za to Laliki przedsiębiorczego księdza, obdarzonego niezwykłym, silnym charakterem, charyzmą i niemałą fantazją. Ksiądz Buba, bo takie jego nazwisko było, dla swych owiec wiernych wymarzył sobie piękny, choć skromny kościół. I jak wymarzył i postanowił, tak też przystąpił do realizacji planu. A że budowa sama się nadzorować nie mogła takim oto zbiegiem okoliczności trafił do Lalik Zbigniew, świeżo upieczony inżynier.

Laliki, wioska jak wioska, mała, mieszkańców trochę i jeden proboszcz. Ksiądz na pierwszy rzut oka niezbyt sympatyczny i mało na obcych otwarty. Niby to kościół buduje, a jednak nawet nadzoru do niego dopuścić nie chce. Młody inżynier zobaczyć ma tyle, ile musi i do miasta wracać. Dziwi się Zbigniew, dziwi. Jednak za chwilę dziwi się jeszcze bardziej, gdy do księdza przychodzą strapieni, pogrążeni w smutku i żałobie Szalbotowie. Syn im się jedyny powiesił. Buba nie myśląc wiele wyznacza termin pogrzebu. Jakże to tak? dziwi się młody inżynier. Samobójcę w poświęconej ziemi chować? Z katolickim pochówkiem? Buba jednak nigdy nie traci rezonu. Przecież to nie samobójstwo, lecz zabójstwo było. Jak wiać w Lalikach zaczyna to licho na wietrze przybywa, diabeł we własnej swej osobie. I to on ludzi biednych, strapionych, słabych, nieodpornych na diable knowania do zła nagabuje, szczęście obiecuje a zamiast tego rozpacz wzmaga, zmysły miesza i na zgubę prowadzi. Jak wieje to wieje w Lalikach tak, że dachy z domów zdmuchuje, drzewa łamie i ludzkie dusze na śmierć przeraża.

Wierzyć młody inżynier nie chciał. Opierał się umysł jego póki i sam przez wiatr na próbę wystawiony nie został. I przekonał się Zbigniew, że w Lalikach diabeł na wietrze przylatuje, światem i ludzkim strachem rządzi. Posłuchajcie zatem więcej niesamowitych opowieści a opowiadać jest o czym , bo w Beskidach i diabła, i Króla Gór i dusze ludzkie w zwierzętach uwięzione spotkać można.

„Na wietrze diabeł przyjechał” to zbiór sześciu opowiadań, w których autorka Katarzyna Mlek zabiera czytelnika do ukrytego gdzieś głęboko świata podań i wierzeń ludowych, w którym żyją fantastyczne, obdarzone niezwykłymi właściwościami istoty, zwierzęta, w których skrywają się ludzkie dusze a nawet sam Król Gór, który potrafi sprowadzić na niedowiarka nieszczęście a także sam diabeł, co zsyła na ludzi czarci wiatr i miesza nieszczęśnikom zmysły.

Zamknięty na stronach książki świat jako żywo przywodzi na myśl zasłyszane w dzieciństwie legendy i bajania starszych ludzi, w których świat realny splata się w sposób nierozerwalny z niezwykłym i niewytłumaczalnym a jednak, jak twierdzą ci, co to przeżyli, równie prawdziwym. Autorka zabiera czytelnika do świata, który współcześnie tak rzadko jest ukazywany na kartach książek. Oczarowuje nim czytelnika, przyprawia o delikatne drżenie serca i budzi dziecięcą wręcz ciekawość. To w dzieciństwie uczyliśmy się odróżniać dobro od zła i dobru zawsze dopingować. W „Na wietrze diabeł przyjechał” dobro też nieustannie walczy ze złem. Siły są podzielone. Czasem przewagę bierze dobro, czasem zło, lecz w ostatecznym rozrachunku to dobro musi zło w końcu zwyciężyć.

Książka Katarzyny Mlek jest zupełnie inna niż literatura, do której w ciągu kilkunastu lat dorosłego czytelnictwa zdążyłam się już przyzwyczaić. I zdecydowanie ta inność mi odpowiada. Przywodzi na myśl dzieciństwo i historie opowiadane w domowym zaciszu ku przestrodze dziecięcej gawiedzi. Jestem oczarowana.

Katarzyna Mlek, Na wietrze diabeł przyjechał, Wydawnictwo Flosart

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Katarzynie Mlek.

  • Słyszałam już o tym zbiorze i jestem zainteresowana poznaniem takich historii 🙂

  • Może być interesująco 🙂

  • Czytałam Zapomnij patrząc na słońce tej autorki i średnio mi się podobała. Po tym wszystkim moje oczekiwanie na przeczytanie tej książki znacznie spadło.

  • Jak nabardziej polecam. Jeśli ktoś czytał w dzieciństwie „Klechdy domowe”, opowiadania na pewno go oczarują.

  • jestem ciekawa tej książki i to nie pierwsza recka którą czytam, umocniłaś tę pozycję na mojej liście do przeczytania;)

  • Też chętnie dam się oczarować:)

  • Zapraszam na podsumowanie Opasłych Tomisk – styczeń/luty 🙂

  • Nie przepadam za opowiadaniami, ale Twoja recenzja jest tak urokliwa, ze chyba tym razem się skuszę 🙂

  • Opowiadań nie lubię, niestety 🙁 Ale nowością dla mnie jest sama autorka i to wydawnictwo 🙂